Pobudka po szóstej, trochę zwlekania, dopiłam herbatę i poszłam do osiedlowego, tym razem po dwie puławianki (nadal mamy chleb) i coś słodkiego. Główny powód: chciałam przejść się rano po osiedlu. Poza Sarzyńskim zaszłam jeszcze do płaza, po masło i sery. Ludzie zdążali do pracy, odprowadzali maliznę do przedszkola, spacerowali psy, jechali rowerami. Miasto budzi się na dobre ok. ósmej, gdzieś coś wiercą, gdzieś kopią. Śniadanie mnie rozleniwiło, tymczasem praca rozpościera się przede mną.
___
edit 20:30 Fred wrócił z urzędu po południu zdenerwowany na maksa - nic nie załatwił, ponieważ (uwaga!), żeby zarejestrować samochód trzeba przynieść ze sobą tablicę rejestracyjną. Fizyczną tablicę trzeba odkręcić od samochodu :D Kiedy szliśmy na obiad, jeszcze trochę się z tego nabijaliśmy, bo co innego można było zrobić w tej sytuacji. Gustlik napisał nam, że się nie wyrwie, więc obiad w Antyku zjedliśmy tylko we dwoje, a potem ruszyliśmy na miasto: do Herbaciarni na lody, zobaczyć pawie (dzisiaj były małe pawiątka!!), zejść do łachy wiślanej (kaczki jedzą ciamkając) i parkiem deptać w kierunku mariny. Kiedy już tam byliśmy okazało się, że Freda otarł sandał, więc zostawiłam Kochanego na ławeczce i poszłam do najbliższej obczajonej apteki, która ... akurat wyjątkowo dzisiaj była zamknięta (przepraszali za niedogodność). Z Piłsudskiego skręciłam w Piaskową, zrobiłam zakupy, potem wracałam na marinę Pustą i 6 sierpnia. Czyli wróciłam po pół godzinie, podziwiając po drodze miejską architekturę (było bardzo ciepło, czerwony t-shirt z Siekierą przepociłam jak się należy). Kiedy już oboje z Kochanym się oplastrowaliśmy, poszliśmy zrobić kilka zdjęć Wisły i kaczek z wieży widokowej (znowu jedzą) i zaczęliśmy spacer powrotny: przez kościół "na górce", wschodnią część parku, aleję Królewską, Cichockiego, Zieloną, Fieldorfa, Grabskiego i prosto, bo wiadomo, tam gdzie lubię. W taki sposób między drugą a siódmą zrobiliśmy kilka km po mieście. Trochę zapomniałam o strupie na głowie (nie wiem, czy się wyrobię, czy się do następnego piątku nie rozsypię, intelektualnie i motywacyjnie). Dzień przynajmniej częściowo był piękny. A jutro, jak nic nie stanie na przeszkodzie, Frau Be!
___
edit 21:15 parę fotek w związku z tym:
środa, 6 września 2023
1360. Stacjonarnie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jeszcze przyjść do urzędu z kierownicą, to rozumiem, bo WIADOMO JAK NA ZAŁĄCZONYM FILMIE, ale tablice rejestracyjne? W czym one mogą pomóc urzędasom? Ja nawet nie chcę ich zmieniać na inne, choć i tak nie wiem, co by tu łapa upierdliwca pomóc mogła! Polska czerpie pełnymi garściami z dorobku azjatyckiej i afrykańskiej klasy urzędniczej!
OdpowiedzUsuń@Woland, chociaż znam polskie absurdy urzędowe, tego bym po prostu nie wymyśliła.
UsuńBardzo wczesna pobudka jak na urlop.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, rzeczywiście, ale tak mam (może dlatego, że codziennie sprawdzam pocztę, czy mi dochtórka odpisała).
UsuńZ opisu wynika, że w polskich urzędach niewiele się zmieniło.
OdpowiedzUsuń@MaB, niestety, bardzo dużo jest nadal czołobitności i procedur mających pokazać kto tu rządzi.
UsuńMam nadzieję, że następnym razem traficie na bardziej życzliwą osobę. Powodzenia!
Usuń@MaB, w tym przypadku nie chodzi o życzliwość, tylko o procedury :)
UsuńNajlepsza procedura jest taka, że się ma znajomych w urzędzie. Viva Polonia! :D
Usuń@MaB, najlepsza procedura jest taka, że prawo jest proste, a urzędnik robi co do niego należy. Znajomi w urzędzie są "skarbem" w przysłowiowym Batustanie (tylko, że ja nie chciałabym w takim państwie mieć żadnych interesów).
UsuńTrzeba było urodzić się gdzie indziej. :)
Usuń@MaB, miejsce urodzenia jest dziełem przypadku, na szczęście nie do końca determinującym stan umysłu.
UsuńNie stanęło.
OdpowiedzUsuńNa przeszkodzie :-) Całe szczęście!!!
Ależ miałam dobry dzień!
@FrauBe, bardzo mnie to cieszy (że nie stanęło i że masz dobry dzień). Powieki same mi opadają, ale dobrze, że zdecydowaliśmy się jechać przez Rzeszów, żeby Ciebie uściskać :D
UsuńW takim razie dobrze, że rzuciłam się na Was z uściskami :-))
Usuń