Strony

wtorek, 26 grudnia 2023

1471. Wypieranie.

Zawsze przychodzi taki czas, gdy trzeba zacząć wypierać nieprzyjemną myśl o kończeniu się laby :) Po śniadaniu obejrzeliśmy Zezowate szczęście Munka (1960). Pogoda pogorszyła się na tyle (deszcz), że nawet nie było jak spacerować, ani nie za bardzo chciało się nam jechać do Perlistego (nadal z lekka dudnię). Obiad zjedliśmy dopiero po nawigowaniu Apollo 13 (1995) do bazy (razem z mamą).

Widzę już, że lekturę De Laclosa trzeba będzie odłożyć na nie widomo jak długi czas. Bez specjalnego zaangażowania przeczytałam ledwie 8 listów, a dzisiaj kupiłam 6 książek w wersji elektronicznej i już wzięłam się za czytanie pierwszej, Mózg i błazen (Czarne, 2015), rozmowy z Vetulanim. W kolejce czekają Tokarczuk, Podgórska, Christie, Bator oraz wywiad z Masłowską. 

Z pewnością jestem przejedzona sałatką jarzynową. Wyspałam się po południu. Róziaczek dał mi się w końcu pogłaskać (po naszej tygodniowej bytności w domu!). Obejrzałam drugą połowę Chłopaki nie płaczą (2000), więc nadal bawi mnie zdanie: Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście.

3 komentarze:

  1. We wtorek próbowałem sałatki jarzynowej od brata - jak na mój gust niedosolona (brat prawie nie używa soli) i z ogórkami kiszonymi zamiast konserwowych, do których jestem przyzwyczajony (mama robiła z korniszonami). Brat przyniósł nieduży słoik (z którego połowę zjadła mama), to nawet nie miałem szansy się przejść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, jeśli z ogórkami kiszonymi, to nie tak bez soli (też wrzuciłam 2-3 małe.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.