Strony

czwartek, 7 grudnia 2023

1452. Siódmego grudnia.

Kochany mógł mnie dzisiaj podwieźć do pracy, a gdy mnie z niej zabierał okazało się, że od rana nie był w domu (czyli podobnie jak ja). Bardzo dumny pochwalił się mi zdobyczami: kupił sobie piękne, wełniane spodnie w stylu Żądła (kawa z mlekiem w prążki, Hilfiger), dla teściowej kaszmirowy sweter z kapturem (bladoniebieski, Cynthia Rowley), dla nie wiadomo jeszcze kogo rękawiczki z pomponami (owcza skóra, ciemnogranatowe, Ted Baker) oraz perfumy Miller Harris, Craft & Glamour. 

Po powrocie do domu Fred zrobił nam obiad, a ja zajęłam się robotą mniej lub bardziej papierkową (w tym odpowiadaniem na komentarze :D). Obiad był pyszny: "robaczki", kartofelki i bakłażany. Mój chomik europejski pokazał mi prezenty skitrane dla różnych ludzi, dowiedziałam się też, że w poszukiwaniu przygód nie poprzestał dzisiaj na naszym mieście i dojechał aż do Blanchardstown. No nie upilnuję ;D. Może jeszcze kupię mamie kolczyki, bo to był od początku dobry pomysł, tylko się wahałam. I już wiem, co dam Kochanemu pod choinkę, no ;) 

Dzięki temu, że Kochany odebrał mnie z Centrum zaraz po pracy i nie musiałam deptać na spóźniony autobus, dzień mi się wydłużył i przybyło mi optymizmu. Piąteczek, piątunio jutro, jest dopiero po dziewiątej, a ja mam już przygotowane prawie całe zajęcia i mogę zacząć jeść ciastki.

4 komentarze:

  1. A ja jeszcze (nadal) nie wiem, czy będę robił jakieś prezenty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, prezentowanie sprawia dużo przyjemności, więc mnie pęd Kochanego nie dziwi. Zaczyna się od jednej drobnej rzeczy, a potem już z górki :D

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.