Piątek
Byłam dzisiaj systematyczna, więc mogę się poklepać po pleckach (zrobiłam home office od 10 do 14, przerwa na zupę, sieciowanie, drzemkę, po 15.30 jeszcze półtorej godziny, potem czekam na Kochanego, który od rana był w nowej pracy).
Nareszcie obejrzałam do końca Miłość na Krymie Erwina Axera. Przerywały mi irytujące reklamy, ale adaptacja mnie przekonała. Poza tym nudy. Zauważyłam, że MyHeritage zrobiło aktualizację etniczności, co jeszcze bardziej zaciemnia sprawę. Teraz jestem kartoflanką w 100% z kartoflanej rodziny i nie wiem co o tym myśleć ;)
Sobota
Grafik Kochanego w nowej pracy jest dla niego na razie dość gęsty; Fred zaczął używać aeropresu, który kupił trzy lata temu w Sligo (uczy się obsługi) i rano poszłam śladem męża. Kawa całkiem ok, następnym razem sprawdzę wersję odwróconą (nasz młynek mieli chyba za grubo do takiej techniki zaparzania; no i waga kuchenna by się przydała).
Poza tym dzień spędziłam przy laptopie, głównie się obijając. Wysłałam podanie o pracę leniwie korzystając z ChatGPT, a co :) Zerknęłam przez półtorej godziny na sprawy szkolne, z większą przyjemnością jednak zerkałam jak Karolina nosi suknię dworską z początków XIX wieku. Kiedy Kochany wrócił z pracy, zjedliśmy obiad i trzeba się było spakować. Zastaliśmy przyjaciół w gorączce podróżniczej. Przeszliśmy się w czworo (ja z Fredem, Ka i Pieseł) na spacer, po czym Kochany wrócił na tę noc do domu. Jeśli chodzi o zmianę adresu z wiejskiego na miejski, taka sytuacja na spacerze:

Na polskiej wsi podobny widok, jak na zdjęciu, nie jest już zbyt częsty. U mamy już chyba żaden gospodarz nie trzyma krów.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, Irlandia słynie ze steków (wołowina z którą chyba tylko argentyńska konkuruje) i krowy (w tym przypadku byki, wiem) są wszędzie. Zdarza się więc, że przedmieścia graniczą z farmami, jak ta na zdjęciu.
Usuń