Sen na nowym miejscu był całkiem w porządku. Obejrzałam późny odcinek Inspektora Morse'a (8.2), poza tym część dnia przebimbałam, chyba muszę się "obyć" z nowym otoczeniem. Kochany wrócił po pracy i wizycie w domu, z którego przywiózł kilka uprzednio zapomnianych a niezbędnych przydasiów. Nie za bardzo mamy ochotę używać tutejszego piekarnika (błyszczy nowością), więc na pierwszy obiad pojawiła się pizza od Tony'ego. Po obiedzie trochę padało, ale i tak wybraliśmy się na spacer z Piesełem. Trzeba przyznać, że jest to jeden z mniej bystrych psów, jakie znam, nie reaguje na żadne komendy, na smyczy ciągnie bez sensu, jest reaktywny i marudny. Oh, well, to jak z cudzymi dziećmi, można przeżyć ;). Zrezygnowałam z netflixowania i położę się spać o ludzkiej porze.
I jak długo tej wilegiatury, tydzień, dwa?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, ale to nie żadna wiledżiatura. Do miasta przyjechalim, na trzy tygodnie :)
UsuńAle skoro miasto z krowami, to chyba jednak takie bardziej wiejskie od waszego :)
UsuńDariusz, po prostu mieszkamy na dość nowym osiedlu sąsiadującym z polami.
Usuń