Bert uderzył w drzwi gdzieś około trzeciej nad ranem. Te powiewy były najsilniejsze, nic dramatyczniejszego niż ten spektakularny nalot sztormowego wiatru na samym początku już się nie wydarzyło. Po śniadaniu jechaliśmy do miasta trasą nadmorską i efekty działalności sztormu nadal były widoczne: spienione morze, a przede wszystkim lokalne podtopienia (kilka razy przejeżdżaliśmy przez wodę uwięzioną w obniżeniach terenu).
Gdy rozsiedliśmy się do naleśników, przez messengera połączyła się ze mną świekra. Rozmawialiśmy niezbyt długo, bo w Trzecim Miejscu był gwar i tłok. Po posiłku wyszliśmy na krótki spacer; wiatr znad Atlantyku przywiał ocieplenie, przyjemnie było więc iść; doszliśmy aż do księgarni, gdzie kupiłam książkę Keegan, Small Things Like These. Potem Kochany szukał nowych guzików do swojego swetra, a na końcu zajechaliśmy po warzywa do Tesco.
Późne popołudnie i wieczór bez wydarzeń. Chwilowo wciągnęło mnie odpowiadanie na blogowe komentarze, rozmowa z Kochanym, potem dodzwoniłam się do rodziców, snułam z mamą historie, o zdrowiu, pogodzie, grudniowym przylocie. Nos lepiej, zobaczymy na jak długo.

A tak, Bert. Nawet w Wiadomościach (obecnie 19:30) wspominali o cyklonie w Irlandii.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, mama mówiła, że pokazywali w polskiej tv Irlandię i mówili ile to tysięcy jest bez prądu. Ale to nie u nas, choć jak zwykle woda była tam, gdzie zawsze się pojawia w czasie takich przewałek.
UsuńEch, rozmowy z mamą... Brakuje mi ich. Brakuje mi Jej. Przez ostatnich 17 lat życia mieszkała za granicą i gadało się przez telefon. A gdy przyjeżdżała, nie było mi dość przesiadywania u Niej.
OdpowiedzUsuń@Marta, moja mama nie jest bardzo kontaktowa, to ja inicjuję rozmowy, jej to przychodzi trudno, poza tym niespecjalnie lubi rozmawiać przez telefon. Ale też mama ma wiele cech ze spektrum - odkąd zdałam sobie z tego sprawę, inaczej patrzę na pewne jej zachowania. Natomiast, gdy się już zgadzamy, możemy ciągnąć rozmowę bez końca :)
UsuńMasz wspomnienie rozmów. Nie każdemu jest to dane :)