Strony

poniedziałek, 25 listopada 2024

1805. Poniedziałek nie tak straszny.

Wczesna pobudka, wczesny wyjazd, kawa i lektura w Czarnej, praca, powrót autobusem w ekspresowo zapadającym zmroku (na dworcu spotkałam Dione o elfich uszach, kurtuazyjnie wymieniłyśmy się informacjami). Fred pojawił się jakiś kwadrans później, zjedliśmy smażone pierogi ruskie, po czym wyskoczyłam podkarmić księżniczkę Junonę i zakropić jej do jadła kilka homeopatycznych kropel na śmierć. Długo nie zabawiłam, choć nie było planów na wieczór. Ogarnęłam ostatnie trzy miesiące na moich kontach bankowych, żeby Kochany mógł jutro wysłać papiery do instytucji, co to się mu naprasza. Siedzimy sobie i rozmawiamy o robieniu filmów, dlaczego niektóre są fujowe, a niektóre nie. 

Z polecenia Hebiusa obejrzeliśmy Misjonarza (1982) z Michaelem Palinem. Bardzo przyjemna obsada, nawet Sophie Thompson przemknęła w tle; a krajobrazy ... cymes.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.