Strony

niedziela, 10 listopada 2024

1790. Dzień jeża.

Kochany do pracy, żona w domu, prasuje gacie i ogląda Rebekę w wersji BBC z 1978 roku, z doskonałym Jeremym Brettem (nigdy nie słyszałam o tej ekranizacji, Brett wspaniały, idealny Max de Winter). To miniserial, więc trochę czasu zeszło (tak naprawdę chciałam posłuchać po angielsku Przygód Sherlocka Holmesa, wyszło inaczej, więc może jutro). Przygotowałam się na poniedziałek, jako tako (mam poczucie dziury czasowej, ale nic więcej nie wykombinuję, sprawy okażą się w praniu).

Cieszy, że wrona-sąsiadka zauważa moje wejście do ogródka. Obwieszcza je podekscytowanym kraknięciem, czyli już wie, że trzeba wytężać wzrok, bo może gdzieś w obejściu zostawiono dla niej prezent. Fred twierdzi, że rano szpaki siedzące na dachu domu Katlin też reagowały ekscytacją na pojawienie się jego osoby. O wyszedł, idzie, idzie, wejdzie do ogródka czy nie wejdzie? posuń się, bo nic nie widzę!

Z drzewa genealogicznego wynika, że jestem m.in. z Jeży. Moja 6 x prababcia była z domu Jeżówna. Też mi nowina ;] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.