Strony

środa, 27 listopada 2024

1807. Obudziły mnie ...

... wiadomości, że wprawdzie następny sztorm, Conall, nam akurat nie dokuczy, bo idzie na UK, ale za to gdy uchyliłam żaluzje, okazało się, że na zewnątrz jest biało od szronu (w nocy -2°C). Wczoraj, na deserek wtorku, strzyknął mnie w szlachetnej części pleców mych korzonek. Argrgrhh! Noc była spana ostrożnie. Wygrzebywałam się z pieleszy niechętnie, ostatnią godzinę leżałam po mężowskiej stronie łoża (Kochany po siódmej wybył do pracy), wygrzewając się matą elektryczną.

Pogoda zmotywowała mnie do energiczniejszych ruchów (za oknem szybko pojawiły się pierwsze zziębnięte ptaki) i po herbatce wyszłam do ogródka głodnych nakarmić (nawet podzieliłam się z małżeństwem kosów własnym jabłuszkiem). Od czasu do czasu próbowałam dodzwonić się do lekarza, aż w końcu, niespodzianie, w trakcie kawy (mojej) porannej, ktoś odebrał. Poszłam. Pani w hidżabie mnie obejrzała i zaordynowała lekarstwo: proszę pić. No to piję. A dzięki spacerowi naokoło wsi korzonek się ze mną przeprosił. Czyli same plusy oraz prawdą jest, że ruch to zdrowie.

U Junony byłam dwa razy, za drugim razem z Kochaniem. A poza tym zjedliśmy dobry obiad (najwyraźniej pieczony bakłażan wszedł na stałe do naszego menu). Tymczasem w Browsku na polanie żubrowej jeleń:

Nic nie robiłam (poza pobieżnym przejrzeniem, co tam na jutro), a jestem sterana, rozmemłana. Fred połączył się z Krakusami, gdyż paczka do nich doszła i SL jest bardzo szczęśliwa. Czyli super. I naprawdę, panie bobrze, jak mnie dobrze. Nie przygotowuję się na święta, okien nie myję, ciast nie piekę, mąż już prezenty nakupował zapobiegliwie. Zadanie takie zostaje, żeby obmyślić, co dla rodziców na pięćdziesiątkę. Myślę, myślę, żyłka na czole pulsuje. Na dobranoc zakrapiam sobie ucho :D

2 komentarze:

  1. Dobrze mieszkać na wsi z własnym lekarzem. U nas by nikt nie oddzwonił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, pewnie, że dobrze (lekarzy jest teraz dwóch; można też się zaszczepić, zapisałam się na listę do szczepionki na covida, bo to już niestety nie od ręki). W Polsce, w mojej rodzinnej wsi, miałam przychodnię jakieś 300m od domu. Pamiętam, że próbowano ją zlikwidować w czasach przemian, ale lokalesi się zorganizowali i zamiast zlikwidować, wybudowali dla przychodni nowy budynek, który nadal działa.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.