Pobudka wczesna i bardzo niechciana. Na obrazku powyżej krwawy wschód przecieka przez mroczne żywopłoty, gdy z Kochanym zjeżdżamy z górki. Z rana zimno (oczywiście kawiarniana godzinka świetna, jak zwykle), tuż po południu, wg zapowiedzi, zaczęło padać, a gdy dojechałam do wsi okazało się również, że wieje i to z niezłym przytupem. Poza pichceniem obiadu i wycieczką na drugą stronę ulicy, żeby podać Junonie kropelki, brak wydarzeń. W Stanach dzisiaj dziękczynny czwartek; na instagramie widzę jak jedna pani odchudzająca się robi mac-n-cheese dla rodziny, jakby obrządek był w chlewiku. Bardzo ciekawe. Rozmawialiśmy z Kochanym o naszych mamach. Zainstalowałam nowy program antywirusowy. Popijam wodę, bo, że niby zazwyczaj piję diuretyki i to wszystko przez to. No nie wiem, czytam gdzieś, że to przesada, zresztą na pewno mam tolerancję, ale że wody pić nie zaszkodzi, to piję. Za prysznic gorący jestem wdzięczna. Za mocny dach. Za męża najlepszego, i że mnie rodzice kochają.

W Polsce Święto Dziękczynienia obchodzimy w pierwszą niedzielę czerwca.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, nie jestem nawet pewna, czy wiedziałam. Czytam teraz, że to święto kościelne lokalne, ustanowione przez Nycza w 2008 roku. Ok. W USA pochodzenie jest inne, to trochę takie dożynki, radość, że plony zostały zebrane. Z tego chyba powodu w Kanadzie święto to jest wcześniej, w październiku.
UsuńDziś czytam już drugi tekst o wdzięczności. To nie przypadek chyba- muszę się wdzięczności bliżej przyjrzeć.
OdpowiedzUsuń@BBM, w USA to wielkie święto rodzinne, do mnie nie ma nic, ale co mam i że jest mi z tym dobrze, to zawsze warto zauważyć :)
Usuń