Na nogach wcześniej niż musiałam; krótko rozmawiałam przez messengera z Anne załamaną wynikami wyborów. Tymczasem nad Browskiem wstawał chłodny, jasny poranek (żubrów brak). Obejrzałam kilka filmików (o trudnej sytuacji w Grimsby, najbiedniejszym mieście w UK, o hejcie instagramowym u Karoliny Żebrowskiej, o Annie Kliwijskiej, że w sumie nie tak było, jak o niej memują). Na raty podrzucamy do ogródka kolejne porcje ziarna i kulek, ptaki jeszcze boją się, gdy wyglądam przez okno; młode, nie znają procedur, przywykną ;)
Po śniadaniu Kochany wyciągnął mnie na spacer nad rzekę Boyne. Słusznie, pogoda bezwietrzna, w połowie drogi robi mi się bardzo ciepło i niosę płaszcz w ręku. Drzewa sypią liśćmi, ale przy starym ogrodzie zakwitło kilka krzewów różanych schowanych za murkiem. Zakątek pełen ptaszków, które nie przestają nadawać z kolczastych chaszczy.




Macie jeszcze dużo zieleni.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, zieleń z nami zostaje na całą zimę, jest tylko bardziej zgniła. Ale te róże mnie zaskoczyły.
Usuń