Strony

środa, 6 listopada 2024

1786. I śmiesznie, i żubrzo.

Na nogach wcześniej niż musiałam; krótko rozmawiałam przez messengera z Anne załamaną wynikami wyborów. Tymczasem nad Browskiem wstawał chłodny, jasny poranek (żubrów brak). Obejrzałam kilka filmików (o trudnej sytuacji w Grimsby, najbiedniejszym mieście w UK, o hejcie instagramowym u Karoliny Żebrowskiej, o Annie Kliwijskiej, że w sumie nie tak było, jak o niej memują). Na raty podrzucamy do ogródka kolejne porcje ziarna i kulek, ptaki jeszcze boją się, gdy wyglądam przez okno; młode, nie znają procedur, przywykną ;)

Po śniadaniu Kochany wyciągnął mnie na spacer nad rzekę Boyne. Słusznie, pogoda bezwietrzna, w połowie drogi robi mi się bardzo ciepło i niosę płaszcz w ręku. Drzewa sypią liśćmi, ale przy starym ogrodzie zakwitło kilka krzewów różanych schowanych za murkiem. Zakątek pełen ptaszków, które nie przestają nadawać z kolczastych chaszczy.





Po powrocie obiad, grzebanie w papierach na jutro, wieczorem Bez znieczulenia Wajdy (1978). Film nie taki najgorszy, chociaż za dużo w nim nut. Liczę żubry w Browsku, schował mi się żubr za żubra, ale oczy świecą się w ciemności. Żubry na miejscu; wszystko w porządku.

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, zieleń z nami zostaje na całą zimę, jest tylko bardziej zgniła. Ale te róże mnie zaskoczyły.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.