Strony

wtorek, 11 lutego 2025

1883. Wyprawa szpitalna 1.

Oboje wstaliśmy około ósmej, ja wcześniej i nastawiłam jeszcze pranie, żeby można było rozładować pralkę przed wyjściem. Herbata, wizyta u grubasinki, płyta Fresh Evidence Rory'ego w głośnikach, śniadanie (tylko ja, Kochany woli być na czczo, więc zajadam owsiankę z bananem). Tomograf w prywatnej klinice przy szpitalu zapisany na 11:40, byliśmy wcześniej ze względu na zwyczajowe korki przy parkingu. Tymczasem Kochany znalazł miejsce bardzo dobre (od razu na piętrze niedaleko wyjścia na szpital), wszedł do badania 10 minut przed czasem, jeszcze pięć minut i wychodzi z opatrunkiem na prawej ręce.

Pół godziny później jesteśmy już w kawiarni (Costa w Airside Retail Park), małżonek się nawadnia, ja wydłubuję chorizo z kanapki, Kochany dumny z uwiecznienia żony w outficie na misia Paddingtona pokazuje dowody rzeczowe komu popadnie, czy trzeba czy nie trzeba:

Po drodze zajechaliśmy do pawilonów Swords, w sumie na lunch do Milano (restauracja puściutka, pizza dobra jak zwykle). Poza tym wcześniej Fred chciał zajrzeć do TK Maxxa, w tym czasie poszłam do Easona i odbyłam tam ciekawą a niespodziewaną rozmowę. Zrobiłam bowiem kilka zdjęć książkom, których zamierzam poszukać w bibliotece, następnie stanęłam przy słownikach i właśnie wzięłam do ręki słownik angielsko-irlandzki, gdy usłyszałam za sobą słowa powitania i nGaeilge. Stał za mną starszy pan, któremu przez zaskoczenie nie mogłam na poczekaniu nic wydukać, na co on do mnie skąd jestem, a ja mu skąd jestem, to on do mnie jaksiemaszzz? To mu mówię, że dobrze. Pan ok. osiemdziesiątki powiedział mi, że pracował kiedyś na Białorusi i że polskiego też trochę liznął. I mówi po irlandzku, ale akcentem z Kerry. Przy czym jest z Dublina. Brian Lynch. Bo przedstawiliśmy się sobie, wiadomo, jak to w Irlandii po wymianie kilku zdań z nieznajomymi. Sprechen Sie Deutsch? zapytał mnie usłyszawszy moje nazwisko brzmiąco mu niepolsko, na co ja mu, że trochę szprechien. Pan bardzo chciał mi pomóc znaleźć coś do nauki irlandzkiego, i nawet w tym celu zabawił rozmową dwóch sprzedawców, którzy niestety najwyraźniej mówili tylko po angielsku. No cóż. Pożegnaliśmy się po jakichś 10 minutach, желаю тебе удачи (oczywiście, nie zrozumiałam, musiał powtórzyć drugi raz, że udaczi to po rosyjsku szczęście). Bardzo nietypowe spotkanie, pierwszy raz natknęłam się na Irlandczyka, który mówił tyloma językami, najwyraźniej dla przyjemności.

Po pizzy jeszcze się trochę pokręciliśmy w pawilonach, Kochany na spróbowanie kupił ziarna z Roasted Notes (irlandzka firma, która sprowadza kawę ze stanu Minas Gerais w Brazylii), zajrzeliśmy do Diesla, a ja do jeszcze jednej księgarni, Dubray. W drodze do domu zatrzymaliśmy się na chwilę w naszym mieście, bo chleb, chleba nam brak do szczęścia, i przed piątą jesteśmy u siebie, płaszcze ściągnięte, napoje zaparzone.
___
edit 21:25 Poza tym, muszę napisać, że moje Kochanie jest nieustraszone. Gdybym miała mieć tomograf z kontrastem, kisłabym przez kilka dni wałkując temat. Tymczasem Srogi Fred wyszedł po zabiegu z miną cokolwiek znudzoną i apetytem na sałatkę. 

Właśnie skończyliśmy oglądać na RTÉ My Left Foot: The Story of Christy Brown (1989) z Danielem Day-Lewisem. Jest co analizować (podczas oglądania połowa chleba zniknęła w tym samym miejscu, co pasztet).

11 komentarzy:

  1. Fajne zdjecie, outfit rzeczywiscie filmowy. Spotkanie duzo milsze niz moje sprzed laty. W kopenhadzkiej bibliotece stojac przy polce z polskimi ksiazkami nagle uslyszalam - a ja cie w kosciele nie widzialam. Po mojej odpowiedzi rozmowa ze starsza pania sie skonczyla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @artdeco, mąż uznał, że musi to uwiecznić koniecznie, zrobił mi więc sesję zdjęciową na środku parkingu.

      Bardzo ciekawe pytanie :D

      Usuń
  2. Ja bym to raczej przełożył na zwykłe: Powodzenia życzę. Ale pewnie jakby mnie ktoś tak wziął z zaskoczenia też nic bym nie zrozumiał w pierwszym momencie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, a czy szczęście jest mniej zwykłe? :) Takie było jego tłumaczenie. Drugi moment niczego by u mnie nie zmienił, ponieważ nadal nie rozumiałabym tego, co powiedział.

      Usuń
    2. Chodzi raczej o stopniowanie życzeń, szczęście to byłby wyższy stopień. W sumie ciekawe, bo widzę że tłumacz Google się upiera przy jednym szczęściu, a tymczasem to można też przekładać na powodzenie, sukces.
      Jakbym się zegnał z kimś tak zwyczajnie, po rozmowie w księgarni, to bym raczej powiedział "No to powodzenia". "Życzę szczęścia" bym zachował na specjalniejszą okazję - gdybyś miała akurat zrobić coś ważnego - samochód kupować, maturę zdawać itp.

      Usuń
    3. @Dariuszu, domyślam się, że pan nauczył się języka z rozmów. Tak powiedział, tak widzi tłumaczenie (jako "luck"), przyjęłam to nie projektując sytuacji hipotetycznych. Dziękuję, że poświęciłeś czas na przeczytanie tekstu, żeby znaleźć błąd i napisać mi, co być powinno :)

      Usuń
    4. Tak sobie myślę, że mam po prostu problem z takim przekładem, bo w rosyjskim jest szczęście w brzmieniu podobnym do naszego, czyli takie zwykłe (nie wiem, czy w komentarzach przechodzi cyrylica więc profilaktycznie dam też też transliteracje) - sczastie счастье.

      Usuń
  3. Rzeczywiście świetnie wyglądasz w tym wdzianku:)
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Innygłosie, jak tylko odwinęłam sobie rondo kapelutka, którego już przecież noszę jakiś czas, okazało się, że to Paddington :D

      Usuń
  4. Ano owszem, mój blog zniknął. :) Nie jestem dobra w dogadywaniu się z ludźmi i czasem mam z tego powodu różne lęki. Dlatego średnio mi idzie jakiekolwiek uzewnętrznianie się.
    Mam nowy blog, ale dostępny tylko dla zaproszonych osób - jeśli chcesz, możesz podać mi maila to Cię dodam. :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.