Strony

piątek, 27 czerwca 2025

2019. Siódmy dzień lata.

Pyknął następny tydzień pracy. Spokojnie pyknął: obudziłam się, wypiłam, zjadłam, przyjechałam, wypowiedziałam się, poczytałam, poszłam na kawę, wróciłam, wydrukowałam, wyszłam, wsiadłam.

A wsiadłam do Babci naszej wspaniałej, bo Fred właśnie podjechał. Jeszcze chwila w polskim sklepie i mamy obiad: krokiety dwóch rodzajów i barszczyk. Nic dziwnego, że chwilę po drugiej w domu cisza, w Kuchniosalonie powietrze zgęstniałe od smażenia powoli opada na sprzęty, Mleczaki śpią na moim fotelu zmęczone rozrabianiem; w sypialni Kochanie leży obok, oddycha miarowo w pogłębiającym się śnie, zaraz napiję się zielonej herbaty, która właśnie stygnie, a za oknem słyszę pianie kogucika. Nie mogę z tym kogucikiem, tak bardzo wzrusza wieś, która jest we mnie.
___
edit 19:15 Cóż za rozkosze życia domowego. Czytanka była przerwana długim snem. Następnie powrót do czytanki, herbata, pierniczki. Za oknem wietrzna szarość ... 
___
edit 21:25 Przegadałam z mamą ponad czterdzieści minut (tatko w tle, dorzuca gorzkie uwagi polityczne, bo podobno pisowcy protestują; ustalamy, że nie interesuje nas dlaczego), o gwarze, o pochodzeniu, o tym, że w telewizji leci jakiś program pt. co spakować w razie wojny i widać, że to wszystko teoretycy surwiwalu z bladym pojęciem na temat pecha i szczęścia. Jak zwykle peroruję, że szczoteczkę do zębów mogę ukraść, ale kontener do przewozu kota musi być. Kochany w tym czasie po drugiej stronie osiedlowej dróżki bajeruje z sąsiadami i mamą Larry'ego, którego już nie ma między nami (mama Larry'ego zaadoptowała pięknego, czarnego psa, którego ktoś inny nie chciał. Głupi ktoś, zdarza się). Ponieważ wyszłam z telefonem na zewnątrz, sąsiedzi pomachali mojej mamie. Szary dzień dogasa jakoś tak ładnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.