Strony

czwartek, 26 czerwca 2025

2017-2018. Pięć i sześć :)

Środa
W naszym domu doszło do przemieszczenia się sił. Od kilku dni pracujemy na laptopach zalegając w sypialni, Mleczaki przejęły mój fotel, dzisiaj np. siedziałam na tapczanie w czasie obiadu, niedorostki właśnie były w trakcie drzemki. Po obiedzie Fredowym lektura; chcemy iść nad morze, ale zmogła nas pogoda niezachęcająca — chmury, chłodny wiatr. Zapadamy się oboje w letni sen burzowy. Po jakimś czasie Mózg mówi mi, że właśnie walczy z myślą, czy wstać na siku, wymaga to jednak głębszego zastanowienia. Gdy otrząsam się z zaspania, jest godzina ósma, na zewnątrz ponure, burzowe ciepło. Na chwilę oboje wychodzimy dorywczo popracować w ogródku (wyciągam rękawice, sekator, siedzisko).

Kamień milowy Mleczaków: nauczyły się wspinać na kuchenkę. Wieczorem Kochany zastał je w tym miejscu. „Odłożone” na bok, za chwilę radośnie pokazały swoją nowo nabytą umiejętność: pacz Kotato, umiem!

Czwartek
W nocy padał deszcz. Wybraliśmy się z Kochanym do miasta oboje, czyli rano przystanek pod Czarną, podałam mężowi kubeczek i wróciłam do środka na relaks przed pracą. W ciągu dnia zaszłam do sklepu charytatywnego, odnalazłam tam książkę Vigdis Hjorth, ale czujna stwierdziłam, że nie dam się ponieść entuzjazmowi, gdyż najprawdopodobniej już ją kupiłam i w oparach euforii, jak podpowiadał mi Mózg, odłożyłam na później (rzeczywiście tak było → marzec w Dublinie). W ebooku rozpoczęłam Rejwach Mikołaja Grynberga, głównie dlatego, że gruba Bator została w domu. Dobra czytanka, szybka, ale dająca do myślenia.

Wróciłam do domu wcześniej, upichciłam obiad. Kochany w domu po piątej. Jemy, aż się nam uszy trzęsą. Powietrze gęste od wilgoci, chmury poszarzałe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.