Strony

piątek, 6 czerwca 2025

1998. Piątek?

Po pracy podjechałam z Kochanym do TK Maxxa, po czym szybko skręciliśmy na drogę do El Paso. Pomysł, żeby pójść do schroniska dla psów połączyliśmy z wizytą w ulubionej kawiarni. Najpierw obiad (suszi), potem kawa, następnie wychodząc z Tesco natknęliśmy się na Jot. Dobrze się stało, bo znajoma podpowiedziała nam jeszcze jedno miejsce. W pierwszym punkcie okazało się, że przyjmują tylko zapowiedzianych gości, drugi, polecony przez Jot, był od pół godziny zamknięty — ale! tutaj nie ma tego złego, chwilę rozmawiałam "przez płot" z czego wynikają plany na jutro.

Oczywiście, plany mogą zostać pokrzyżowane przez okoliczności. Do domu przyplątała się choroba. Kochany od wczoraj źle się czuje, u mnie śpioch popołudniowy trzeci raz pod rząd też raczej niepokoi; po powrocie oboje zalegliśmy pod kocem. Wstałam kilka godzin później, gdy zaczęła się burza z deszczem i gradem. Snujemy się, oglądamy wspólnie mietczynskiego Masochistę (film z Kilmerem w roli trupa; oglądam to po raz drugi, Mózg zmęczony nie wiadomo czym namawiał mnie do powtórki). Nom. Czyli jutro albo ozdrowiejemy, albo nie, na dwoje babka. Mózg mi też podpowiada (skoro już razem zdecydowaliśmy o przedłużeniu wypożyczenia książki), żeby zakupić kryminałek w audiobooku, obłożyć łeb poduszkami i słuchać, aż się wyjaśni, kto zabił.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.