Strony

poniedziałek, 11 sierpnia 2025

2064. Ostatni dzień ...

... zawracania sobie głowy Piesełem. Rano kupiłam bilety lotnicze na październikową wizytę w Polsce. Po pracy wróciłam z Kochanym do domu, zjedliśmy obiad opędzając się od myszy i wyjechaliśmy do El Paso, żeby posprzątać u przyjaciół i podkarmić Pieseła, któremu musi już wystarczyć do powrotu rodziców (przyjaciele wracają późną nocą). Wcześniej jeszcze zajrzeliśmy na kawę do Costy i zrobiliśmy zakupy dla podróżników (chleb Brennana i 3l mleka). Czekając, aż Pieseł załatwi po posiłku swoje psie sprawy, siedzieliśmy w ogrodzie przy herbatkach dyskutując na temat tego, jak upadają imperia i niezwyciężone armie (przy okazji przypomniały mi się dzisiejsze rewelacje mojego Szefa: Spłonęła biblioteka Trumpa, oświadczył z grobową miną. Obydwie książki, dodał po chwili. Trump jest wściekły, drugiej nie zdążył pokolorować). Miłe takie siedzenie, niespieszne pociąganie z filiżanek/kubków, gapienie się na niebo, wyjątkowo pogodne i spokojne. Chwilę rozmawialiśmy też o niewychowaniu Pieseła, ale to tylko takie szkice, w sumie nie psujące nam humoru. 

Sprawy pracownicze, po chwilowym zatorze, toczą się swoim trybem; do podjęcia nowych obowiązków zostało mi naprawdę niewiele czasu. Nie czuję się bardzo gotowa, ale nie ma już nic do nauki na sucho, trzeba będzie wskoczyć do tego basenu. Sporo niewiadomych to zwykła rzecz o tej porze roku; staram się nie wymyślać, co może się wykrzaczyć, zadaję pytania dotyczące problemów realnych i do rozwiązania.

Myszy jeszcze harcują, Kochany pod prysznicem; cieszy mnie powrót do naszej rutyny.

2 komentarze:

  1. I znowu obgadywanie znajomych, że psa nie wychowali! A wam też się jeszcze nie udało oduczyć Mańki od sikania po kątach i nie wiadomo, czy się uda! :P

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.