Dzień zaczęłam nie tak późno, myślę, że obudziła mnie nieobecność Kochanego (który zaraz wrócił do łóżka). Podczas śniadania przypomniało mi się, żeby kliknąć na link od Hebiusa: nagranie z Festiwalu Bachowskiego w Świdnicy (parówki był dzisiaj podawane z barokiem).
Kochany postanowił ustalić miejsce na tyłach domu na zakupioną niedawno suszarkę ogrodową. Miejsce jak miejsce, gorzej z instalacją. Kopiąc dołek mąż ciągle napotykał kamienie, wbijanie metalowego kołka zajęło wieki i zabrało mnóstwo energii (młotek od Anne został pożyczon, a nawet ważniejsze, bo drewniana deska tysz). Już stoi!
Pomimo zmęczenia, Kochany miał ochotę przejść się ze mną na plażę. Najpierw zatrzymaliśmy się w kawiarence, na sok jabłkowy i kawę:
Doszliśmy całkiem daleko, po drodze ściągnęłam sandały i człapałam na bosaka, przyjemnie. Oto widok z naszej Stacji Suszenia Stóp oraz Otrzepywanie ich z Piasku:
W drodze powrotnej szliśmy przez wieś pod prąd, reszta mieszkańców, schludnie ubrana, zmierzała w przeciwnym kierunku. Przypomniałam sobie ogłoszenia o dzisiejszym grobbingu, Cemetery Sunday, bardzo irlandzkim zwyczaju święcenia grobów, które odbywa się w miesiącach letnich. Rodziny odwiedzają się wówczas, przyjeżdżają nawet z daleka, jest muzyka, można se walnąć kielicha, a na grobach poza kwiatami przybywa tokenów (drobnych przedmiotów, które mają przypominać o zmarłym). Nom, to był ten dzień.
No i nic, nie ma wydarzeń. W domu wskoczyłam pod prysznic, coby mieć na jutro włosie raczej czyste, zjadłam obiad i przebimbałam resztę niedzieli. Oto zdjęcie Broni na deser dnia (górne kły też już po wymiance, nie wiadomo kiedy się to wydarzyło, nowa para kielców w zaawansowanej fazie wzrostu):
edit 22:10 przerwaliśmy sobie na chwilę, bo Maciek Stuhr :D



Suszarka ogrodowa a la goły parasol po przejściach?
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, tak, takie coś właśnie. Zajmuje mniej miejsca.
UsuńNa żywo jeszcze nigdzie u siebie nie widziałem.
Usuń