Pomyślałam nagle o Fishu, czy obudził się na Hebrydach Zewnętrznych. Może dzisiaj nawet bym chciała obudzić się na Hebrydach Zewnętrznych.
___
edit 18:50 dzień pracowniczy był gęsty — z biura do Biura i nasiadówka przy rozmowach o pracę. Nieprzyjemna rzecz, szczególnie, gdy siedzi się w centrum panelu. Ale poszło. Zamiast spieszyć się ponownie z Biura do biura, przystanęłam w zapoznanej w piątek kawiarni i rozpłaszczyłam się na chwilę z kawą i tartoletką owocową. Po południu Kochany przyjechał do miasta, poszliśmy zapłacić za ubezpieczenie Babci (tuż przed naszym spotkaniem, zostałam złapana za rękaw przez nieznaną panią, którą mi oświadczyła you look stunning!; bardzo to było miłe, sękju weri macz) i podjechaliśmy w inne miejsce, kupić prowiant koci, gdyż małe myszy mają wielkie brzuchy. Przy okazji do Costy, kawa dla Kochanego, smoothie dla moi. Patataj do domu, Kochany wziął się za gotowanie obiadu, ja wzięłam się za czekanie, i tak do jestem już po nagrodzie, bo umierałam, a wątróbka przywróciła mnie do świata żywych.
___
edit 20:30 Myszy były na ogrodowym treningu, Fred dokupił dzisiaj kolejną smycz automatyczną, więc także Bronia zażywała więcej swobody. Koty dobrze bawiły się w ogródku, aż zauważyła nas Anne i podeszła zagadać do sąsiadów. Wyniknęła z tego bardzo miła rzecz, która jest remedium na poranne rozważania. Rano bowiem doszłam do definitywnego postanowienia, że hotel dla kotów w czasie naszej nieobecności nie wchodzi w grę; myślę, że w ułożeniu sobie tej sprawy pomógł mi prezent od Ka. Zainstalujemy kamerkę, rozłożę parę podkładów w newralgicznych miejscach i dziewczyny będą się czuły znacznie lepiej mogąc przebywać w bazie, którą znają (Mania oczywiście zasika pół Kuchniosalonu, trudno). A skoro w mojej głowie wykiełkował już rozumny plan rozglądania się za opiekunem, zaczęłam od pierwszej nadającej się do tego osoby, od Anne. I od razu trafiony. Anne sprawdziła kalendarz i może zaglądać do dziewczyn.
poniedziałek, 18 sierpnia 2025
2071. Poniedziałek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Z tego co czytam to Ciebie chyba często zaczepiają nieznajomi z jakimiś komplementami? 😃 Trochę podziwiam za spokój, a trochę nie zazdroszczę, bo ja bym tak nie umiała 😄 Mnie się dwa razy zdarzyło, że jakieś obce kobiety zapytały o perfumy których używam i pierwszym razem wpadłam w popłoch, bo nie znałam nazwy, a za drugim razem to już mnie dopadły wątpliwości, że chyba coś jest nie halo, bo pewno śmierdzą, albo za mocno się nimi zlałam 🤦♀️
OdpowiedzUsuń@Aśka, trudno mi pisać o częstotliwości, natomiast zdarza się, takie rzeczy mnie zawsze uśmiechają, więc zapisuję. Po pierwsze, Irlandczycy podtrzymują kontakt wzrokowy i komplementują nieznajomych; sama weszłam w nawyk, że jeśli ktoś ma na sobie coś bardzo, bardzo fajnego, przechodząc mu to mówię (ostatnio powiedziałam to czarnoskóremu panu W Lidlu, boską miał stylówę). Po drugie, komplementują nie tylko kobiety: panowie również, panów również (nic narzucającego się, przechodząc możesz usłyszeć od kogoś "ładne buty", tak naturalnie, jak "ładny poranek"). Poza tym, ubieramy się raczej oryginalnie, mój mąż z pewnością odstaje od tła, a ja mam długie siwe pióra i charakterystyczny kapelusz. Cóż, śliczni jesteśmy oraz nieskromni. Każdemu polecam :D Twoje perfumy zapewne są ładne :)
UsuńFajnie macie w tej Irlandii 🙂 Ja z wiekiem chyba raczej zaczynam unikać kontaktu wzrokowego. Patrzę na innych, oceniam (w głowie, bo tyle mi jeszcze wolno 😉), ale wtedy kiedy wiem, że raczej nie zauważają moich spojrzeń 🙂
Usuń@Aśka, taki tu jest lokalny savoir-vivre, że jak się nawiąże kontakt wzrokowy, należy się uśmiechnąć. Mój szef twierdzi, że Irlandczycy raczej boją się ludzi ze wschodu Europy, bo my uciekamy wzrokiem i Irowie zostają z tym swoim powitaniem jak Himilsbach z angielskim. Kumam o co chodzi, staram się być miła :)
Usuńno popatrzyłam na Bronię i jest śliczna i mądra a także subtelna :-)
OdpowiedzUsuń@Teatralna, a juści. Mańka to mały czołg, a Bronia łapulki ma jak tancerka i bardzo jest sprytna.
UsuńBoziu, jakież to będzie przykre rozstanie!
OdpowiedzUsuń@FrauBe, myszowe? Mimo wszystko wychodzi nam najlepsze rozwiązanie. Myszy zostaną w domu i będzie przychodziła do nich osoba, którą wszyscy znamy.
UsuńWiem, oczywiście, ale rozstawanie się z kotkami na kilka dni zawsze napawa mnie smutkiem.
UsuńWow, fajny komplement. Tu u nas to raczej nie do pomyślenia!
OdpowiedzUsuń@Tomku, oczywiście, że fajny. Czasami robi człowiekowi dzień :)
Usuń