Strony

niedziela, 19 października 2025

2132-2133. Łikęd.

Sobota
Wieje (czyli zmiana pogody na gorsze po całym tygodniu bezwietrznej halołinowej ponurości). 

Ach, jak miło mieć męża w domu. Przynajmniej po przebudzeniu się, bo Kochany zaraz musiał lecieć. Dzień oglądania drugiej części DiU (trzy kolejne odcinki, znaczy). Z myszami, oczywiście.

Rozmawiałam z mamą, pytałam ją, czy gdzieś nie zlokalizowała Fredowej apaszki. Wieści z Polski takie, że Józia wczoraj chorowała (dzisiaj lepiej).

Jako że robiłam binge-watching, a na dworze deszcz, nie było za wiele miejsca na przygody. No i spoczko. Widocznie potrzebowałam regresji, typowej nastoletniej soboty, gdy nie odpowiadam za nic i nic mnie nie obchodzi. Kontynuując niemyślenie, po tym jak Kochany, bardzo zmęczony, wcześniej poszedł spać, oglądam Gosię w kuchni.

Niedziela
Ależ pogoda! Godzina 8:30, leje, wieje, mrok. Kochany właśnie wyszedł do pracy, jeszcze w tej fatalnej pogodzie opróżnił nam śmietnik (w tym celu trzeba wyjść do ogrodu na tyłach, zaledwie kilka metrów, ale brrrr). Siedzę pod kotem (Mania weszła mi na ramiona i patrzy, jak stukam w klawiaturę), drugi kot cichcem wysiudał mnie z fotela, gdy poszłam po zieloną herbatę. 

edit 9:05 właśnie zobaczyłam małą dziewczynkę pod wielkim parasolem, zmierzającą do domku sąsiada. W Kuchniosalonie nadal włączone światło, na zewnątrz ćmok. Stan myszy na godzinę punkt 9, po wysiudaniu Kotamamy z fotela, gdy je zapytałam, czy zamierzają tam nadal siedzieć:


To było pięć minut temu, zaś chwilę temu Mańka zaczęła chrapać.
___
edit 16:05 W końcu zza chmur wyjrzało słońce. W końcu podcięłam sobie grzywkę — nadal to nie to samo, co w maju, do tego trzeba byłoby ciachnąć jeszcze z centymetr, ale się boję, fryzjerka ma pewniejszą rękę. Niech się uleży, może w tygodniu skrócę bardziej.

Myszy mają niesamowitą wprost zdolność usłyszenia, że otwiera się wołowinkę, albo jakiejś inne dobre mięsko. Dobiegnięcie do lodówki ze startem z  pozycji śpiącego kota zabiera Mańce sekundę. Teraz kocóreczki znowu drzemią, tym razem osobno. A ja łażę w szlafroku, w takim stanie doczekam już do przyjazdu Kochanego, potem oboje wypindrzymy się na wyjazd do Ka&Jot.
___
edit 23:30 U Ka&Jot pizza, herbata i dwa kolejne odcinki 1670

Anne przesłała nam tekst, że Katlin jest od dwóch dni w szpitalu, ale najwyraźniej to nie rak. Dobre wieści zawsze w cenie. 

Pod kołderką. Jeden wiersz Fossego i spać.

6 komentarzy:

  1. A na Mazurach słonecznie. Jak tylko skończę komentowanie, zamierzam skorzystać z tej poprawy pogody i przejść się na cmentarz.

    DiU z Firthem i Ehle nadal się podoba jak za pierwszym razem? Bo mnie niezmiennie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, niezmiennie tak. Mamy dvd z wersją odrestaurowaną, dawno już nie oglądałam DiU w całości, wzruszyłam się (to jedna z rzeczy, które w Polsce oglądałam z mamą).

      Usuń
  2. Brrrrr, przesyłam mnóstwo słońca! ☀️☀️☀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Tomku, wystarczyło tylko na kilka godzin, ale i tak dziękuję za dobre chęci :D

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.