Sobota
Wieje (czyli zmiana pogody na gorsze po całym tygodniu bezwietrznej halołinowej ponurości).
Ach, jak miło mieć męża w domu. Przynajmniej po przebudzeniu się, bo Kochany zaraz musiał lecieć. Dzień oglądania drugiej części DiU (trzy kolejne odcinki, znaczy). Z myszami, oczywiście.
Rozmawiałam z mamą, pytałam ją, czy gdzieś nie zlokalizowała Fredowej apaszki. Wieści z Polski takie, że Józia wczoraj chorowała (dzisiaj lepiej).
Jako że robiłam binge-watching, a na dworze deszcz, nie było za wiele miejsca na przygody. No i spoczko. Widocznie potrzebowałam regresji, typowej nastoletniej soboty, gdy nie odpowiadam za nic i nic mnie nie obchodzi. Kontynuując niemyślenie, po tym jak Kochany, bardzo zmęczony, wcześniej poszedł spać, oglądam Gosię w kuchni.
Niedziela
Ależ pogoda! Godzina 8:30, leje, wieje, mrok. Kochany właśnie wyszedł do pracy, jeszcze w tej fatalnej pogodzie opróżnił nam śmietnik (w tym celu trzeba wyjść do ogrodu na tyłach, zaledwie kilka metrów, ale brrrr). Siedzę pod kotem (Mania weszła mi na ramiona i patrzy, jak stukam w klawiaturę), drugi kot cichcem wysiudał mnie z fotela, gdy poszłam po zieloną herbatę.
edit 9:05 właśnie zobaczyłam małą dziewczynkę pod wielkim parasolem, zmierzającą do domku sąsiada. W Kuchniosalonie nadal włączone światło, na zewnątrz ćmok. Stan myszy na godzinę punkt 9, po wysiudaniu Kotamamy z fotela, gdy je zapytałam, czy zamierzają tam nadal siedzieć:
___
edit 16:05 W końcu zza chmur wyjrzało słońce. W końcu podcięłam sobie grzywkę — nadal to nie to samo, co w maju, do tego trzeba byłoby ciachnąć jeszcze z centymetr, ale się boję, fryzjerka ma pewniejszą rękę. Niech się uleży, może w tygodniu skrócę bardziej.
Myszy mają niesamowitą wprost zdolność usłyszenia, że otwiera się wołowinkę, albo jakiejś inne dobre mięsko. Dobiegnięcie do lodówki ze startem z pozycji śpiącego kota zabiera Mańce sekundę. Teraz kocóreczki znowu drzemią, tym razem osobno. A ja łażę w szlafroku, w takim stanie doczekam już do przyjazdu Kochanego, potem oboje wypindrzymy się na wyjazd do Ka&Jot.

Borze szumiący, co za słodycz... 🩵💙
OdpowiedzUsuń@FrauBe, udały się nam dzieciaki, to fakt :D
UsuńA na Mazurach słonecznie. Jak tylko skończę komentowanie, zamierzam skorzystać z tej poprawy pogody i przejść się na cmentarz.
OdpowiedzUsuńDiU z Firthem i Ehle nadal się podoba jak za pierwszym razem? Bo mnie niezmiennie tak.
@Dariuszu, niezmiennie tak. Mamy dvd z wersją odrestaurowaną, dawno już nie oglądałam DiU w całości, wzruszyłam się (to jedna z rzeczy, które w Polsce oglądałam z mamą).
UsuńBrrrrr, przesyłam mnóstwo słońca! ☀️☀️☀️
OdpowiedzUsuń@Tomku, wystarczyło tylko na kilka godzin, ale i tak dziękuję za dobre chęci :D
Usuń