poniedziałek, 27 października 2025
2141. Szarość poniedziałkowa.
piątek, 15 marca 2024
1550. Zakupy, Jim, Brugia.
Poranek był bardzo spokojny, typowy dla wspólnego dnia wolnego, śniadanie, kawy, rozmowa o różnościach. W okolicach południach wyjechaliśmy do Drołdy, najpierw do polskiego sklepu (ubrałam Fredowy szalik, Fred ubrał mój). Na mieście zdybała nas Szaron Kucharka (przedstawiłam jej męża), kilka metrów dalej zatrąbiła na nas Luiza (Irlandczycy mają ten mylący zwyczaj używania klaksonu do informowania, że widzą znajomego). Następnie zaszliśmy na kawę do Costy (była Andrea, ale nie miała czasu pogadać). Po kawie TK Maxx. Małżonek kupił mi ciemnofioletowy, kaszmirowy szal (Saville Row) i zieloną, lnianą bluzkę na lato (Benetton).
Po zakupach spożywczych (Tesco & Lidl, cały czas nucimy lisią piosenkę), zajechaliśmy na pole bitwy. Już przy samym wejściu spotkaliśmy starszego pana, który zaproponował nam zrobienie fotek przed budynkiem. Pan był bardzo miły, tośmy sobie zrobili, i jemu też ;).
![]() |
| Jim. |
czwartek, 14 marca 2024
1549. Widoki.
Obudziłam się kwadrans przed budzikiem, z myślą, że idzie ku lepszemu. Dziwna myśl, biorąc pod uwagę, że nadal mamy zepsuty termostat i zaczęliśmy ogrzewanie obsługiwać ręcznie (pomimo siąpiącego deszczu rano w domu było ciepło).
Reszta dnia mniej lub bardziej w porządku. Gdy wyszłam do Czarnej w porze lunchu, w kolejce stanął za mną Fr Damo (jest niższy ode mnie i stara się unikać rozglądania, wiadomo, lokalna gwiazda). A tymczasem Fred odebrał telefon z councilu (?), przyszedł jakiś gość i powiedział, że oni już nie zajmują się serwisowaniem bojlerów. Więc zwyczajowo, po pracy wizyta u pani z okienka (tym razem trafiła się mi Brenda), która zrobiła duże oczy na takie nowości. Zapytam, mówi. Super, Brenda, zapytaj, pomyślałam. W domu dobry obiad, rozmowa z rodzicami (o zębach tatowych i opowiadaniu Fredowym), Nick Cave z Blixą, dokończenie Ciemno, prawie noc Joanny Bator (Znak, 2021). Czytając stronę 499 dostałam ciar na całym ciele (nie że coś jest ekstremalnie ciarogennego na tej stronie, bo tak naprawdę nie wiem, ale odczucie było prawdziwe). Kochany przeżywa męki twórcze.
Przed nami rozpościera się czterodniowy weekend.
środa, 13 marca 2024
1548. Paprochy, niemoc, zaczytanie.
Całą środę z nieba spadały mokre paprochy; nawet teraz, gdy czytam leżakując w łóżku, od czasu do czasu za oknem słychać nasilenie wiosennego deszczu.
W pracy było kilka niespodzianek, największa taka, że na początku kwietnia odchodzi koleżanka. Czułam, że po śmierci psa Luiza postawi na zmiany (już raz chciała się wyprowadzić; tym razem praca w Anglii jest zaklepana). W budynku zamieszanie przed dużym spotkaniem, ale sytuacja mnie nie dotyczyła bezpośrednio i nic sobie z niej nie robiłam. Odhaczyłam swoje godziny i wyszłam na miasto; gdy Kochany wjeżdżał do Drołdy, rozpłaszczona (oraz rozswetrzona) dumałam w Czarnej nad filiżanką zielonej herbaty z dżemem truskawkowym. Fred dołączył do mnie z kawą; po dłuższym siedzeniu w ciemniejszym kącie kawiarni zebraliśmy się w drogę powrotną do domu. Na miejscu dopadła mnie niemoc. Mąż przygotowywał sos na spaghetti (z Kuchniosalonu dochodziły dźwięki mieszania w garze i muzyki z płyty Czyżykiewicza), w tym czasie ja, z nosem wtulonym w kołdrę, oddawałam się półsennym marzeniom, których teraz zupełnie już nie pamiętam. Żadnych planów poza czytaniem Ciemno, prawie noc. Przeskoczę Bluzg III i spać, reszta jutro.
niedziela, 25 lutego 2024
1532. Cicho.
Bardzo. Tylko rano wpadli dwaj faceci zainteresowani autem, więc Fred wyszedł do nich na chwilę, żeby im pokazać co i jak. Poza tym siedzimy w domu, piszemy, drzemię przed obiadem, jemy, rozmawiamy z rodziną (ja z rodzicami o moim możliwym przyjeździe, Fred z Wu, który dawkuje coming out oraz dzieli się szkicami ręcznymi). Wieczorem, gdy z mokrymi włosami siedziałam w sypialni, zaczęłam czytać Ciemno, prawie noc Joanny Bator (Znak, 2021). Z jednej strony wiem, że to będzie dobra lektura, z drugiej zbierając siły ociągałam się kilka miesięcy z jej rozpoczęciem. Bydzie dobrze.
piątek, 19 stycznia 2024
1495. Zimne nóżki.
Sporo było dzisiaj przechadzki po zimnie. Kochany zawiózł mnie rano do pracy, po czym odstawił autko do mechanika. Po południu zdążyliśmy zjeść obiad w CG i dojść do warsztatu, a samochód nadal nie był gotowy. Wróciliśmy więc inną drogą do miasta (przez Cord Rd), żeby zatrzymać się na moment w B&B. Kupiłam Fredowi duże cappuccino, dla siebie zamówiłam małe w papierowym kubku, bo za 10 minut musiałam ruszać dalej.
Po powrocie z pracy zakopałam się pod kołdrę z kubasem gorącej, zielonej herbaty i nie spoczęłam dopóki nie skończyłam czytania ebooka Joanny Podgórskiej, Tak działa mózg. Jak dobrze dbać o jego funkcjonowanie (W.A.B, 2023). Długo dochodziłam do siebie, merdałam palcami pod kołdrą do ósmej, w międzyczasie nadrobiłam szósty odcinek 1000-lb Sisters, i inne takie (Gosia ze Szkocji, Ask a Mortician). Późniejszym wieczorem napocznę pewnie Japoński wachlarz Joanny Bator (Znak, 2021); czytnik już podładowany.
Kochany bardzo zmarzł i spóźnił się do pracy półtorej godziny (łożyska jednak wymienione i podobno nie wydają już tych niepokojących dźwięków; ale chyba trzeba znaleźć innego mechanika, mniej zjaranego marihuaną), poprosił mnie o zostawienie mu gdzieś na widoku polopiryny, żeby nie musiał jej szukać, gdy wróci.
poniedziałek, 28 sierpnia 2023
1351. Nadal.
Z rana obudził mnie mail od dochtórki; niby dobrze, że odpowiedziała, ale od razu się poirytowałam i wyskoczyłam z łóżka. Dzień ładny (rano, w słońcu i zupełnej ciszy, na ogród spadały igiełki deszczomgły), nie mam jednak czasu na spacery. Zaraz zaczęłam dokarmiać kota, wyglądać przez okno i poprawiać cholerne tabelki. Po śniadaniu rozmawiałam z Kochanym, który w środku Jeleniej bujał się na huśtawce i popijał kawę. Mąż mój najdroższy pokazał mi też prezent, książkę Bator Ciemno, prawie noc (w ładnym wydaniu z kotami na okładce) i płytę Masłowskiej Dorota Wolne (2023; okładka też super). I tak, tabelki coś jakby poprawione, teoria jakoś tak nie bardzo. Czyli na urlopie będzie dalsza walka z wiatrakami (aż pewnie któryś się na mnie przewali). Niby coś tam posprzątałam, ale mam wrażenie, że w chałupie teraz jakby większy bałagan. Odkryłam szkła kontaktowe nadal zdatne do użycia, których nie nosiłam licho wie czemu (biere; pewnie jak założę, to sobie przypomnę). Sąsiadki obydwie (Katlin, Anna) jeszcze raz upewniły się co do grafiku (chociaż żadna to nowina, lecę, zaraz będę z powrotem; na razie jutro jeszcze trzeba się pokazać w pracy). A teraz, cóż, herbata z cytryną, suszenie włosów i tabelki.
poniedziałek, 30 listopada 2020
349. Koniec listopada, o jakże mi nie przykro.
I bardzo dobrze. Mój Kochany wrócił jeszcze przed północą, pospaliśmy godnie, a po śniadaniu pojechaliśmy na spore zakupy. Obydwie sąsiadki (Anna i Katlin) osobno zachwyciły się gołębim płaszczem Freda. Sąsiedzkie pogadanki były o tym i owym, Anna wypytywała, czy wylatujemy do Polski i chyba cieszyła się, że dom nie będzie stał pusty w ten czas, Katlin wyszła do nas ze sconesami, które czekały na nasz powrót. W Północnej od zeszłego czwartku wzięli się za poważny, dwutygodniowy lockdown, tymczasem republika z lockdownu wychodzi w środę, na jak długo, nie wiadomo. W każdym razie można będzie podróżować w granicach hrabstwa, a w piątek otwierają się restauracje. Już dzwonił Ka z pytaniem co tam jak tam. Jeśli nic się nie zmieni, nasz filmowy klub dyskusyjny wystartuje niebawem, a tymczasem zrobiliśmy sobie dzisiaj jego wersję domową — Ciemno, prawie noc (2019) Borysa Lankosza (tego od świetnego Rewersu) na podstawie książki Joanny Bator. Wystawiam oceny na filmwebie, więc chcąc nie chcąc widzę jaką ma słabą średnią. A mnie się podobał, choć miał za dużo zakończeń. Film oglądaliśmy w towarzystwie Rysia, który pchając się pomiędzy nas bardzo dzielnie walczył o swoją kanapę.
sobota, 29 sierpnia 2020
Postscriptum #256.
Po napisaniu poprzedniej notki wskoczyłam jeszcze do łóżka, żeby dokończyć czytanie Roku królika Bator (Znak, 2015), który okazał się dziwaczną, ale całkiem przyjemną lekturą (trudno było się nam zebrać do zainicjowania sobotniego poranka, poszliśmy przecież spać dzisiaj, dwie godziny po północy). Po obiedzie wyszliśmy na ogródek i wysadziliśmy z prowizorycznych doniczek kilka kwiatów kupionych jeszcze przed sztormem, dwa tygodnie temu. Fioletowo kwitnący krzaczek Hebe o nazwie Anna poszedł w ziemię przy działce Judżina, naokoło panoszyć się będzie sześć malutkich wrzosów, każdy z innej parafii. W pracach towarzyszył nam Rysiu, bo martwiła nas jego smutna minka. Dzisiaj był pierwszy spacer od wtorku, kot letargicznie obszedł swoje włości i sam wrócił do domu, akurat gdy skończyliśmy sadzenie. Niewiele zostało nam czasu na przygotowanie się do wyjazdu — wieczór filmowy z Ka&Jot spędziliśmy dzisiaj z Weselem (2004) Smarzowskiego (estetyka takich imprez złapana spot on, do tego obraz prowincjonalnego kurestwa i mentalności lokalnego badylarstwa ). Zależało nam, żeby szybko wrócić do zamkniętego w domu Rysia, więc zmieściliśmy się przed północą. Nad domem wschodził Wielki Wóz. Jeszcze tylko pizza na mały głód i pralka nastawiona na popółnocne pranie ...
sobota, 22 sierpnia 2020
249. Niespodziewanie Belfast.
Belfast wygląda tak, jak brzmi. Belfastowo. Jakby miasto było nie do końca obudzone, nie do końca postanowiło, że dzisiaj nie będzie zamachu. Mężowi niespodziewanie wypadła kolejna robota, a ponieważ musiałam sobie kupić matę i kocyk na już, wygramoliłam się z łóżka po piątej, żeby mu towarzyszyć.
Tak więc Belfast.
Fred poszedł na dziewiątą do pracy, ja wyruszyłam na poszukiwania kocyka. Przy okazji do zapamiętania trzy zachwyty outfitowe: 1. starszy pan z białą bródką, z laseczką, w garniturze a la wszystko z innej parafii, w kapeluszu i zimowych rękawiczkach, 2. pan 55+, rowerzysta, łysiejący, na górze w sportowym wdzianku i skąpych szortach, na dole w sportowych butach, pomiędzy tymi krańcami jego jestestwa kabaretki z dużymi oczkami, w kieszeniach dłonie z różowymi tipsami na trzy cm, 3. rodzinka 2 + 2, chłopiec nosi opaskę na włosy od młodszej siostry, opaska jest w kolorach tęczy.
Po sąsiedzku z TK Maxxa zaszłam do hmv w Donegal Arcade. Szukam fajnych płyt, a gdy w końcu znajduję Gallaghera na półce irish locals, kupuję ... cztery, bo zniżki były. Rory Gallagher (1971), Tattoo (1973), Fresh Evidence (1990) i pośmiertna składanka radiowa BBC Sessions (1999). Za wszystko zapłaciłam mniej więcej tyle, co za jeden album, czyli może i jestem bezdzietną lambadziarą z kotem, ale za to jaką oszczędną! Mogłam wydać £33, a wydałam tylko niecałe £12. Do tego należy dodać jeszcze kawę z ciastkiem w Caffè Nero na Royal Avenue i późny lunch w Bob & Berts na 57 Fountain St. I moknę. Kilka razy bez znaczenia, raz porządnie. Czekając w samochodzie aż Fred skończy pracę, doczytuję Rok królika Bator do 154 strony. Nie mam siły dokończyć rozdziału. Nie mam siły rozwinąć kocyka. Wszystko inne jutro, dziś jeszcze prysznic.
środa, 12 sierpnia 2020
239. Ponownie środek tygodnia, lepki jak wata cukrowa.
Zamówiłam szkła kontaktowe, nie noszę ostatnio za często, ale chcę się przygotować na lepsze, bardziej zajęte czasy.
Pomimo szarówki przez cały dzień jest niesamowicie ciepło, powietrze po prostu stanęło. Fred wziął się za skręcanie ogrodowego stolika, i prosz bardzo:
I tak sobie siedzieliśmy na widoku sącząc bezalkoholowe trunki. Było bardzo miło, bardzo po mojemu. Kot Ryszard ukontentowany wyszedł z sypialni i też włączył się w życie rodzinne:
___Czekając na Freda w samochodzie zaparkowanym przy basenie zaczęłam czytać nową książkę, Rok królika Joanny Bator (Znak, 2016). Mogłabym tak pisać. Zapowiada się ciekawie.
Prowadziłam dzisiaj spod Drołdy do Dundalk i po zatankowaniu paliwa z powrotem do domu, już w ciemnicy. Gdy wyszliśmy z auta, zawinął naokoło nas pierwszy tego dnia, ożywczy wietrzyk. Dom jest jednak nadal nagrzany, ciężko będzie spać.













