Strony

piątek, 12 grudnia 2025

2187. Ciężko ...

... było zwlec się z łóżka. Wprawdzie przy tablicy tylko cztery godziny, ale mózg odbierał to jako wielkie zadanie. Jakoś dowiosłowałam, pod koniec z ochotą. Po trzeciej byłam umówiona z Kochanym na mieście. Poszliśmy na burrito, potem na kawę, bardzo miłe okoliczności, i tak dalej. Po drodze choinka, żywa, czyli martwa (szkoda):

Wracając do samochodu zahaczyliśmy o polski sklep, machinalnie poprosiłam o paragon i już po wyjściu odkryłam, że coś się pani nabiło nie teges. Nie jeden, ale dwa produkty (jak się okazało, gdy wróciłam z pytaniem ¡qué pasó! Ciekawe czy to przypadek, czy próba żebrokradzieży, ciułania grosza do grosza, małych mend życie na krawędzi).

Gdy przed domem gramoliliśmy się z samochodu, naszła nas Iva z psem. Pies został pogłaskany, Iva poczęstowała nas kolejną wiadomością o potencjalnym remoncie, tym razem w pierwszych tygodniach stycznia. Z jednej strony, znam skłonność sąsiadki do snucia rzeczywistości alternatywnych, z drugiej, znam tempo pracy urzędów tutejszych, szczególnie, gdy mają się dzielić pieniążkami (→ np. temat progów spowalniających też ciągnął się całymi miesiącami). Jestem w łaskawym nastroju, biorę to za dobrą monetę.

W końcu mogłam zobaczyć, co kupiłam Kochanemu na prezent ;D Ja z tych nieogarniających, więc prosto zapytałam, co by Kochany chciał dostać: mąż wypatrzył dla siebie płaszcz i odkrył wczoraj, że taki dokładnie jest w TK Maxxie. Żeby jakiś Warionucha się nie zainteresował, rano dałam Fredowi moją kartę i tak prezent chęciami i rękami mężowskimi został nabyty. Bardzo ładny. Dobry mam gust (czarny Moncrief o nazwie Number 14).

Chwilę rozmawiałam z mamą. Wyczekaliśmy, kiedy Katlin i Majk wrócą do domu, żeby wręczyć im prezenty. Sąsiedzi zaprosili nas do środka i doszło do wymianki prezentowej (dostałam mięciutkie skarpetki, kosmetyki prysznicowe i szal, który być może podam dalej).

ACH, 08.

12 komentarzy:

  1. Jak się teraz zacząłem zastanawiać... U mnie w sumie tylko w zieleniaku można nabić coś na kasę niechcący i w piekarniczym. Tzn. z tych sklepów, z których korzystam na co dzień. Bo gdzie indziej mają przy kasach skanery i tutaj już by nie było żadnej wątpliwości, że to nie pomyłka. W zieleniaku raz się sprzedawczyni pomyliła i policzyła mnie razem z poprzednia klientką, ale sama się po czasie kapnęła i wyleciała za mną ze sklepu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, to była taka sytuacja, że pani miała skaner właśnie. Niby machnęła tym skanerem i jej się nabiło jakieś chupa chups, które na paragonie stało na pierwszym miejscu. Jeszcze mogłabym uwierzyć, że miała kod gdzieś na blacie, ale problem polega na tym, że na paragonie były dwie dodatkowe rzeczy i tę drugą rzecz sprzedawczyni błyskawicznie rozpoznała jako nie naszą, zanim ją w ogóle zauważyłam. Bardzo dziwne. Faktem jest, że wyglądamy na frajerów hi hi ha ha, którzy paragonów nie sprawdzają. I w tym sklepie robię to rzadko, zazwyczaj sprawdzamy paragony w Tesco, gdy mamy jakieś upusty. Od razu przypomniał mi się pisarz-kasjer z Netto na Islandii. Poczciwie wygląda, jak wielu złodziei. Trzeba będzie zmienić zwyczaje :I

      Usuń
    2. Aaa... Czyli sytuacja niewątpliwie podejrzana. Ja jeśli się gdzieś zrażę, to już później do takiego sklepu nie zaglądam, ale polski sklep macie chyba tylko jeden w okolicy?

      Usuń
    3. @Dariuszu, sklepów jest kilka, do tego chodzimy, bo obsługa jest uprzejma.

      Usuń
    4. @Dariusz, obiecałem sobie, że gdy jeszcze raz przyłapię tę panią, dyskretnie zawiadomię kierownika. On naprawdę bardzo się stara o jak najwyższą jakość usług i nie chciałbym, żeby ponosił konsekwencje wybryków jednej gównianej złodziejki drobnych. @Monika miała okazję obserwować podobną przekręciarę w swojej pierwszej pracy w kawiarni - naprawdę załoga, łącznie z kierownictwem, niewiele może zrobić, dopóki nie przeprowadzisz śledztwa, a ciężko to zrobić na podstawie jednego paragonu.

      Usuń
  2. Ja doświadczyłam innego rodzaju przekrętu, już kilkanaście lat temu w sklepie typu "funciak". Kupiłam drobiazg za kilka £, dałam kasjerce £5, ona dziarsko wydała resztę, podała paragon zerkając z ukosa i tyle.
    Tyle na ten moment, bo w domu paragon wpadł mi w rękę przy składaniu torby, spojrzałam dokładniej i ZONK. Kwota do zapłaty się zgadzała, reszta wydana fizycznie z £5 też, tylko że na paragonach jest pozycja gdzie widać, jaką kwotę dało się kasjerowi, a tam jak wół stało, że podałam £50 i że z pięćdziesięciu mi wydano 😲
    Niestety było za późno na cokolwiek, chociaż po latach myślę, że w dobie wszechobecnego monitoringu może dałoby się jednak coś zrobić. Po czasie dowiedziałam się, że takie przekręty to nie nowość, szczególnie w tego typu sklepach.
    Mnie dodatkowo krew zalała 😉, bo nagle w głowie pojawił się ten dziwny błysk i przypomniałam sobie to dziwne spojrzenie dziewczyny i to, że słyszałam chwilę wcześniej jak rozmawiała z inną osobą po polsku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Aśka, też ciekawa technika, nie zetknęłam się z nią. Zetknęłam się za to z naciąganiem sklepu na nieistniejących refundacjach produktów.

      Usuń
    2. O, ale że niby jak? Zjadłam ciastka i oddaję puste opakowanie z pretensją, że były niedobre i żądam zwrotu kasy? 🤔😉

      Usuń
    3. @Aśka, nie, kasjerka pobierała z kasy pieniądze przeprowadzając refundację na produkcie, którego nikt nie zwrócił.

      Usuń
    4. Aaa... No jasne. Nie zatrybiłam, a przecież piszemy o zachowaniach sprzedawców 😄
      Pomysłowość ludzka nie zna granic 😉

      Usuń
  3. A ten szal to cienki czy gruby? Mam słabość do szali 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, coś w rodzaju grubszego jedwabiu (na etykietach wszystko po chińsku, więc to może być cokolwiek).

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.