Zapomniałam o przesileniu, ale Mózg obudził mnie bardzo wcześnie, przed szóstą, i niedługo potem wstałam z niejasnym poczuciem, że czas ucieka, wieczność czeka. Napisałam jeden krótki post, oraz uświadomiłam sobie, że dzisiaj jest wyjątkowy wschód. W Stonehenge słońce wschodziło o 8:09, u nas o 8:41, mogłam śledzić obydwa wydarzenia (zjadłam śniadanie i właśnie piłam kawę, od czasu do czasu zerkałam przez okno w kuchni trzymając kciuki za tych, którzy są w środku starożytnego kopca, żeby zobaczyli to, po co przyszli; kilkunastu osobom udało się to w zeszłym roku, niestety, w tym roku światło nie było dość wyraźne).
(jak widać powyżej, nie wszyscy oglądali, niektórzy jedli)
Inne części składowe dnia: drzemka przedobiednia, napełnianie walizki, kolejne odcinki Devices and Desires, żeby nie zostawiać ich na jutro, wyciąganie książek z szafy, przesuwanie szafy, czyszczenie sików za szafą, wkładanie książek do szafy; pewnie będzie i Myśliwski.


Też się powoli szykuję do wyjazdu i składam na jedną kupę rzeczy, które mam z sobą zabrać.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, w moim przypadku nie ma tych rzeczy za dużo, wrzucam je byle jak. Tak naprawdę najważniejsze są dokumenty, pieniądze i prezenty :)
Usuń