Kochany pojechał rano do pracy, cokolwiek go wczoraj przygniotło, trochę zeszło.
Duża część niedzieli została wypełniona słuchaniem Nieznośnej lekkości bytu Kundery. Skończyłam słuchankę ok. czwartej, mogłam nareszcie umyć włosy i zabrać się za robienie obiadu. Podczas prysznica przyszła mi do głowy ciekawa hipoteza na temat milczenia Luśka (pewnie pod wpływem wczorajszej rozmowy z mamą); pożyjemy, zweryfikujemy. Ekspresowo wcisnęliśmy z Kochanym spaghetti. Przez chwilę skupiłam się na Szczygle, po czym odkopałam Dalgliesha z Marsdenem, A Taste for Death (1988); tradycyjnie sześciopak, będzie mnie więc bawił do piątku. Nadal młoda godzina, przyjemnie jest mieć czas.
Dobrze że już lepiej, przyjemnego tygodnia 😊
OdpowiedzUsuń@Tomku, dziękuję, Tobie tego samego :)
UsuńSekcja Czytam pojawiła się na blogu teraz, czy nie zwróciłem uwagi, a była od dawna?
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, zrobiłam ją wczoraj :D
UsuńW wersji na smartfona nie widać, dopiero jak przełączę wersję na komputer.
Usuń