Zasnęłam po trzeciej (dobrze było zobaczyć drzewa te same, gwiazdy nad drzewami, mrok za płotem), obudziłam się około siódmej i już nie mogłam spać, natłok myśli. Zaraz wypróbowałam, czy na emailu pracowniczym działa mi automatyczna odpowiedź (cholera, nie działa). Musiałam wstać i się zmęczyć jeszcze bardziej, nie było innej rady, więc wyciągnęłam mężowskiego laptopa (zostawiłam mój w domu), zaczęłam uzupełniać wpisy blogowe, porządkować myśli.
Prezencik mężowski odpakowany z rana:
Bo rodzicom Fred wręczył prezenta już o trzeciej rano.
Ruchy jak zwykle wolne, domowe. Poczekałam, aż Kochany obudzi się, zje śniadanie, o pierwszej wyruszyliśmy do Tcy. Kot, Rossman, krótki wypad do fryzjera, żeby się umówić na później (jakoś nie wiem sama ... przestaję lubić to miejsce, coś jest z paniami, jakieś coś off). Siedliśmy pod bazyliką, akurat odbywał się ślub, więc nie weszliśmy do środka. Powrót na wieś po telefonie od mamy, że już jadą w tamtym kierunku. Obiad, fragmenty Midsomer Murders z sezonu 22, spacer z mamą na cmentarz, chill, robienie kanapek, kolacja i dyskusje o historii.
Wieści z domu: stabilnie, choć Hana wpuściła gościa od kuchenki, co jest irytujące, bo prosiliśmy ją o coś przeciwnego. Well. Padam. Na jutro są plany.






To jest to nowe tłumaczenie "Czarodziejskiej góry"?
OdpowiedzUsuńZ ust mi wyjąłeś. A właściwie z klawiatury.
Usuń@Dariuszu, @Agniecho, jest to tłumaczenie Macieja Misiornego, publikacja tegoroczna, ale szykuje się jeszcze tłumaczenie Sławy Lisieckiej, nie wiem więc o które pytacie :)
UsuńAaa...
UsuńNie będę chachmęcił, z Buddenbrookami mi się pomyliło :D