Strony

niedziela, 31 maja 2020

166. Dzień spacerów i śmierć Lali.

— Kocham Cię, nawet jak dziwnie gotujesz parówki.

Fred zadziwił mnie dzisiaj wyjątkowo wczesną kawą — po tym, jak kot obudził go z rana na rysiowe śniadanie, małżonek nie miał już ochoty wracać do łóżka. I tak udało się nam odbyć dwa spacery, bo ostatni dzień maja kontynuował pogodowe rozpieszczanie. Nad morzem mgliste powietrze odbijało promyki słońca na wszystkie strony, skutecznie mnie tym oślepiając.


Po powrocie z ponad godzinnego spaceru i szybkim obiedzie, podjechaliśmy do Drołdy, żeby pospacerować po polu bitwy. To tam doszła mnie przez facebooka wiadomość o śmierci Lali, jednej z Dziewczynek. Przypominam sobie filmik z jesieni 2010 roku:


I jej ostatnie zdjęcie, dużego psa o aksamitnym pyszczku:



Jako szczeniak była bardzo strachliwa, pamiętam, że bała się progów w drzwiach. Miała futerko miłe w dotyku jak pysk konia. Prawie wcale nie chorowała, jakiś tydzień temu dopadło ją coś w rodzaju wylewu, tatko miał jednak nadzieję, że przy dobrej opiece wyjdzie z tego, to nie byłby pierwszy pies, którego tata wyprowadził z paraliżu. Dzisiaj około południa nagle pojawił się kryzys, którego Lala nie przetrwała ...

Spacer naokoło parku przy Oldbridge House był nostalgiczny, skąpany w słonku:




Obeszliśmy pole bitwy dookoła (już na samym początku spaceru przy ścieżce napotkaliśmy przyglądającego się tłumom Generała, lokalnego kota), na chwilę weszliśmy do ogrodu za murem, kawiarnia była czynna w trybie awaryjnym, Fred kupił loda, ja zadowoliłam się flat white. Posiedzieliśmy jeszcze trochę na trawie pod wielkim domem. Wyjechaliśmy do kota przed siedemnastą. Gdy byłam już u siebie, zagadałam jeszcze raz do mamy. Smutno. 
— Tyle już tych psów pochowaliśmy.

A teraz jest mi zimno i z deka ponurasto. Boli mnie gardło. Idę rozgrzać się pod prysznicem.
___
edit 23:28 Prawie godzinna rozmowa zdalna z Kaś Matką Kotkom rozproszyła nieco mój kiepski nastrój. Jeśli na jesieni zdecydujemy się lecieć do Polski, możemy mieć cat sitterkę i to na całkiem poważnie. To wartościowa oferta, która miło grzeje mi serduszko :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.