wtorek, 15 września 2020
272-273. Ciepło.
W poniedziałek znowu suszę pranie. A wcześniej budzi nas Padraig, który rano przyszedł do cieknącego boilera. Czytam, że Jarosław Kaczyński nazywa Irlandię pustynią katolicką z szalejącą ideologią LGBT. Tak więc, około południa idę przez tę pustynię sama, bo pięknie jest, a Fred szykuje się mentalnie do pracy. Pokazuję pustynię tatce na messengerze, jest zachwycony. Fred za to rozmawia z Usz, u Wu nic nowego, teściowie stracili zdolność rozumnego analizowania tej sprawy, tym bardziej więc nie zazdroszczę szwagierce. Żeby odgruzować pokój z przyjemnością uskuteczniam prasowanie w towarzystwie Poirota, odc. 8.3, Zerwane zaręczyny (2003), potem uczę się języków. Dzisiaj w zasadzie powtórka z wczoraj, spacer po plaży, bo jest jeszcze cieplej i spokojniej, rozmowa z tatą i babcią. Skończyłam właśnie oglądać Pani McGinty nie żyje (2008), odc. 11.1 i mam ochotę na długi, odświeżający prysznic. Rysiu był ekstremalnie grzeczny cały dzień, a teraz obserwuje ciemny świat za oknem, zza zasłony wystają dwie jego łapki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kaczyński całkiem odjechał z tą Irlandią. A polscy biskupi chyba chcą jak najszybciej Irlandię w laicyzacji przegonić. Bo inaczej, jak chęcią całkowitego ośmieszenia kościoła, nie da się wytłumaczyć np najnowszych nauk abp Jędraszewskiego o ideologii syngli.
OdpowiedzUsuńZobaczymy jak będzie, Polacy jako naród mają jednak bardziej pańszczyźnianą mentalność, zupełnie sprzecznie z tym, jak sami siebie przedstawiamy :)
Usuń