Strony

piątek, 9 października 2020

297. Dzień, w którym nic się nie dzieje, więc poświęcę mu trochę czasu.

Wpis zaczynam od uwiecznienia prezentu od Aś (wczoraj wieczorem byłam tak zlasowana, że nie miałam siły gmyrnąć przy pamięci aparatu). Nasi przyjaciele i znajomi trafiają w nasz gust i potrzeby :D

Poranek zaś był taki, że otrzeźwił mnie Patryk Jaki przemawiający w PE na facebookowym feedzie mojego kuzyna Grega (Jaki przepraszają za Patryka, a ja rymuję, wiem). Przypominam sobie, jak tatko szukał Gregowi miejsca w zawodówce, bo technikum okazało się dla niego w trakcie roku szkolnego zbyt dużym wyzwaniem. Cóż, tak się wykuwała nowa elita, która teraz ma w końcu szansę zaistnieć. Pora wstać. Ponieważ od zeszłego piątku ekspres niedomaga, tym razem nie robiłam Fredowi kawy, ale czekałam, aż się obudzi, fizycznie i mentalnie, żebyśmy mogli pójść na spacer wspólnie, bo słoneczko zachęcało do aktywności. W tej sprawie nasze tempa się rozchodzą, ja zwykłam znajdować radość w spacerze przedpołudniowym, Fred o tej porze ma rozruch. Ostatecznie wyszliśmy po pierwszej. Była fatamorgana ...


... był pies, który radośnie przypędził do nas jak wicher nie zważając na okrzyki opiekuna, i równie szybko do niego powrócił, bo jest good boy, z tego powodu zdążyłam mu zrobić tylko zdjęcie ogona ...


... i gęstniejące chmury ...


... które zlały nas dokumentnie w drodze powrotnej ...


... ale oboje w goretexach wróciliśmy do domu z uśmiechami na twarzach. Od razu wyskoczyłam z mokrych spodni i zabrałam się za pichcenie rosołu, chłód jednak pozostał we mnie na dłużej. Ponieważ jestem wyziębiona, Fred pojechał do Ka&Jot sam (z komputerem, żeby pokazać im nasze zdjęcia ślubne). A ja się dogrzewam i planuję obejrzeć ostatni odcinek The Adventures of Sherlock Holmes (1984-86). Ach, i takie zdjęcie zrobiłam zanim zapadł zmrok:


- Mamo! One się ze mnie śmieją!

Szpaki się doigrały, najwyraźniej. Jesteśmy przekonani, że te śliczne ptaki wystawiają czujki pod naszym adresem — wystarczy, że cokolwiek jadalnego wystawię na miseczce przed dom, a nie zdążę zamknąć drzwi, jak chmara darmozjadów opada na trawnik. Mają chyba zestaw krótkich sygnałów, wyraźnie dzisiaj widziałam jednego szpaka na kalenicy domu sąsiadki, który patrząc mi prosto w twarz zrobił znak skrzydłami i wydał z siebie krótki gwizd. Rzut oka do tyłu, i widzę jak już lecą ... Sami ich tego nauczyliśmy, to teraz mamy :). Rysio wieczorem wdrapał się na sąsiadujący dom i łapką mieszał pod dachem, gdzie nasi skrzydlaci sąsiedzi chętnie nocują. To musiało być coś osobistego.

Z rzeczy smucących: w najbliższym czasie ze względu na pandemię raczej nie będzie kolacji we czworo, nas i Anne z mężem. Po drugie, od jakiegoś czasu Katlin niedomaga, diagnoza odkłada się w czasie. Po trzecie, teść wyraźnie głuchnie.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.