Strony

środa, 4 listopada 2020

323. Wczesny początek.

Było gdzieś przed siódmą, gdy zaspana jak zimowy świstak dostałam buzi i Fred wyfrunął do Północnej z plecakiem i pracowniczą mycką na głowie. Nie mogłam już spać. Wrzuciłam pranie do pralki, przeczytałam kilka wierszy Bursy z Dzieł (prawie) wszystkich Znaku i nastawiłam wodę na spaghetti. Na śniadanie będzie pesto i pierwszy odcinek (w zasadzie dwupak) starego serialu kryminalnego Campion (1989-90). Poranek jest na razie niesamowicie jasny, klarowny, dojmująco zimny, taki jak czasami zdarzał się na zachodzie Polski, gdy wychodziłam na przystanek. Zdecydowałam, że tom Bursy w najbliższym czasie doczytam do końca. Nie zdecydowałam jeszcze, czy pójdę na spacer po śniadaniu
___
edit o poranku dnia następnego: to się chyba nie stanie regułą :) Po południu nie działo się nic szczególnego. Na spacer faktycznie nie poszłam, a Fred wrócił aż przed ósmą, nawet się trochę martwiłam. Anne przygotowywała się do oblewania/żałoby po wyniku wyborów prezydenckich w USA już we wtorek, tymczasem kuriozalny klincz pomiędzy Pomarańczowym i Bidenem trwa do teraz.

2 komentarze:

  1. Campion? Internet podpowiada, że w serialu zobaczysz Wickhama (tego z BBC 1995) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne. Wzięło mnie na angielską prowincję fotografowaną w latach mojego dziecięctwa/nastoletniości. O serialu nawet nie słyszałam, po pierwszym odcinku mniemam, że taki sobie (są to ekranizacje klasycznych kryminałów), ale obejrzę dla zasady ;)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.