Kot wypowiedział wojnę pliszkom — po późnej pobudce znalazłam w kuchni pióra po kolejnej potyczce (pobudka była późna, bo dużą kolację zjadłam wczoraj dopiero o jedenastej wieczorem, po tym jak Fred zaśpiewał w kuchni:
Moje życie jest tak proste jak piosenka ta / Rano wstaję doję krowy, potem idę spać / A gdy wstanę włożę buty, jakiś obiad zjem / Drugi raz wydoję krowy, i znów kładę się)Po śniadaniu (nikły wiatr) wybrałam się nad morze. Pierwszy raz w tym sezonie ubrałam puchową kurtkę i wykorzystałam klapki od bezpalcowych rękawiczek. Dobrze jest iść przed siebie, nasłuchiwać swojego ciała, gdy myśli przeskakują z tematu na temat nie zatrzymując się na niczym szczególnym. Słońce przechadza się coraz niżej, w bezchmurną pogodę oślepia zaglądając w oczy, a Dublina nie widać na horyzoncie w ogóle, pomyślałby kto, że nigdy go tam nie było. Rozruszałam bolące biodro, porozmawiałam chwilę przez kamerkę z tatą, który akurat w ciepłej czapce na głowie kończył przyklejać kafelki na schodach tarasowych, w drodze powrotnej zaczepiłam zatopionego w swoich myślach, ukrytego za grubymi szkłami Majkela i pomachałam do Uśmiechniętej Kathleen, która przez drogę przedstawiła mnie swojej córce. Wróciłam odświeżona i gotowa na rosół. Małżonek przyjechał z niewidocznego Dublina przed trzecią po południu wzbudzając tym we mnie i kocie entuzjazm. Wir łóżkowego czytelnictwa, przerwany jedynie mężowskim stekiem z kartofelkami, pozwolił mi rozprawić się z pozostałymi pięcioma opowiadaniami Dubliners (Penguin Books, 2000) — ostatni rozdział skończyłam po jedenastej wieczorem, akurat gdy Fred śpiewał pod prysznicem O przyjaźni Bukartyka. Jestem zachwycona.
Z Freda serio taki śpiewak? :D
OdpowiedzUsuńZadowolony to śpiewa. Duży jest, kota się nie obawia ;)
UsuńCzyli dobry dzień. Czyli: następnych też dobrych! :)
OdpowiedzUsuńPliszki miałyby tu pewnie odmienne zdanie.
UsuńSzczególnie ta jedna, której kawałek głowy się ostał na podłodze. Ale dzień poza tym był dobry, małżonek ma weekend wolny i bardzo się z tego cieszę.
Usuń