Czy dzień tak zaczęty może być zły? Pewnie tak, ale zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby było dobrze. Rysio obudził mnie po dziewiątej. Pogoda przepiękna, więc po śniadanowo-kawowych medytacjach wczesnym popołudniem poszliśmy na Głowę. Oczywiście nieopatrznie wyszłam na dwór przed Fredem i zagadałam do Anny, co wykorzystał kot wybiegając z domu z zapytaniem, czy idziemy na obchód. Trzeba było najpierw iść na obchód.
Na klifach spotkaliśmy Lisę z małym Ethanem, oraz Miszel, siostrę Gavina z którym kiedyś pracowałam. Gavin już nie pracuje na lotnisku, pod koniec zeszłego roku pozmieniało się. Fred wypatrzył dwa delfiny płynące obok siebie, płetwa w płetwę, na morskim spacerze, udało mu się zrobić im zdjęcie. Ethan ćwiczył mówienie do wszystkich hello i bieganie. Na szlaku było dużo osób, dużo króliczych nor. Lovely day, chociaż w cieniu jeszcze czai się chłód.





Ładna pogoda na spacer. A u mnie znów ślisko, bo dopadało trochę śniegu.
OdpowiedzUsuńNawet delfiny i foki ją doceniały :-)
Usuń