Strony

niedziela, 7 marca 2021

446. Jesteśmy rodziną.


Czy dzień tak zaczęty może być zły? Pewnie tak, ale zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby było dobrze. Rysio obudził mnie po dziewiątej. Pogoda przepiękna, więc po śniadanowo-kawowych medytacjach wczesnym popołudniem poszliśmy na Głowę. Oczywiście nieopatrznie wyszłam na dwór przed Fredem i zagadałam do Anny, co wykorzystał kot wybiegając z domu z zapytaniem, czy idziemy na obchód. Trzeba było najpierw iść na obchód.

Na klifach spotkaliśmy Lisę z małym Ethanem, oraz Miszel, siostrę Gavina z którym kiedyś pracowałam. Gavin już nie pracuje na lotnisku, pod koniec zeszłego roku pozmieniało się. Fred wypatrzył dwa delfiny płynące obok siebie, płetwa w płetwę, na morskim spacerze, udało mu się zrobić im zdjęcie. Ethan ćwiczył mówienie do wszystkich hello i bieganie. Na szlaku było dużo osób, dużo króliczych nor. Lovely day, chociaż w cieniu jeszcze czai się chłód.







Po dotarciu do portu zjedliśmy po chowderze i spacerowym krokiem wróciliśmy przez wieś do domu. Pod domem Ethan akurat bawił się w hide and seek. Reszta dnia była równie powolna, Fred trochę powykopywał chwastów w ogródku, chwilę poczatowaliśmy z Anną o mijającej niedzieli i dobrej pogodzie, zjedliśmy ruskie pierogi, obejrzeliśmy film. Nicolas Cage grał Kaufmana wg scenariusza Kaufmana w Adaptacji (2002). Niezły, chociaż nie aż tak dobry jakbym chciała, seans skończył się przed dziesiątą. Wczoraj gluty w gardle dawały mi popalić, dzisiaj trochę się uspokoiło, nogi nieco bolą od wędrowania, więc wskoczyłam pod kołdrę, żeby to wszystko zapisać. Pączek zamiauczał, zlazł ze swojej części łóżka i przytulił się do moich nóg. Teraz chrapie zupełnie zrelaksowany. Jesteśmy rodziną.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.