Sobota senna i spokojna, nieco jaśniejsza niż poprzednie dni. Po długiej rozmowie z rodzicami i babcią (szło o sprawy różne, sytuację w Polsce, szelki Freda i motywację do szczepień) podjechaliśmy z mężem na długą plażę. Chłodno, kurtka założona na kurtkę powróciła do łask.
Po obiedzie (makaron z pesto) w końcu przeniosłam z telefonu ogrom zdjęć zrobionych w ostatnim czasie, gdyż małżonek kupił był stosowny kabelek. Siedzę więc przy laptopie, zrzucam zdjęcia i słyszę kota, który spaceruje po kuchni, pciup pciup pciup, tymi swoim miękkimi łapulkami. Kot obszedł moje krzesło, wskoczył na tapczan i dopiero wtedy na niego spojrzałam. I się okazuje, że zniknęły mu wszystkie rude ciapki. Bo to nie Rysio. Późniejsze zdjęcie:
Rysio obudził się w sypialni, przetarł oczy i udał się za niespodziewanym gościem, który onieśmielony naszą nagłą atencją wyszedł przez okno. Od Anne dowiedziałam się, że biały duch ma na imie Bán, jest kotem jej fryzjerki, i podobno wczoraj bawił się z Rysiem (tak mówiła Katlin). Czyli wpadł na chatę do kumpla, spytać how's he doing. Fred wszystko to zrelacjonował Usz, gdy po niespodziewanej wizycie z godzinę gawędził z siostrą. Potem Kochany nagotował nam białej kiełbasy na kolację, następnie ja pod prysznic i byłam ready, żeby obejrzeć z mężem film polecony przez Usz — Nowy początek (2016). W porządku, najbardziej podobała się mi intelektualna marność bohatera kolektywnego wobec potęgi nauki. Niby wiadomo, i co z tego wynika?



A już myślałem, że będą dwa koty w gospodarstwie :)
OdpowiedzUsuńChyba jeszcze nie dzisiaj :D
UsuńPrzyjaciel Rysia bardzo sympatyczny.
OdpowiedzUsuńA zbieranie takich muszelek to czysta przyjemność! :)
Śliczny był. Białe koty nie są takie częste, a nasza sąsiadka, Anne, ma dwa takie duchy, początkowo więc sądziłam, że to jej dziecko.
Usuń