Strony

piątek, 19 marca 2021

458. Weekend tak szybko.

Wstałam do pracy wyspana, herbata, śniadanie, robimy, co musimy (Saren już kiedyś poznałam, dzisiaj w końcu uczestniczyłam w jej zajęciach). Fred pierwszy raz w tym roku, w pięknym słoneczku, skosił dziczejący trawnik. Skończyłam pracować o drugiej i wybraliśmy się na lunch na plaży (po tym jak Katlin siedząc na murku krótko wprowadziła nas w temat swojej choroby). Rozsiedliśmy się na wydmie w celu testowania fish & chips:

Jakieś szkraby taplały się w morzu, trochę spacerowiczów, więcej klientów kawiarnio-frytkowni. Odpaliłam kamerkę i poopowiadałam mamie, co u nas, co widzi i słyszy, przeprowadziłam ją tak przez całą wieś pokazując co ciekawsze egzemplarze wiejskiej architektury. Tutaj słoneczko i brak wiatru, a w Polsce w tym czasie padał śnieg. Z njusów zwierzęcych: mały Maksiu będzie miał w poniedziałek operację oka (czyli zaś coś). Z njusów covidowych: mama zrezygnowała z najbliższego terminu szczepienia, bo wypadłoby zbyt blisko świąt.

Gdy już byliśmy w domu, do drzwi zapukał Thomas — dostaliśmy od sąsiada świeżą rybkę na jutro. Pochwaliliśmy się mu obiadem z budki, która należy do jego córki. I high five. Anna akurat wyszła skosić swoją część trawnika i też uczestniczyła w tej krótkiej sąsiedzkiej pogawędce. Nie wiedzieć kiedy i jak, znowu zaczyna się weekend. Fred przed dziesiątą wieczór pichci sałatkę grecką po Fredowemu.

Moje Bridal Crowns:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.