W pracy robię równania kwadratowe i się tym cieszę, kto by pomyślał. Gdy skończyłam swoją zmianę, rozpadało się za oknem, tak jak to kot wieszczył od rana. Kotu warto wierzyć, nawet, gdy początek dnia jest bezchmurny i rozśpiewany (świt wstaje już naprawdę wcześnie).
Fred wrócił z pracy w nocy, później niż oczekiwał. To było najprawdopodobniej jego ostatnie zlecenie w marcu, ponieważ dzisiaj anulowano mu jutrzejsze, a nowych propozycji na razie brak. Do świąt będzie więc siedział w domu ze swoją ulubioną żoną. Tymczasem po obiedzie Kochany poszedł odpocząć, a ja obejrzałam przedostatni odcinek Poirota, The Labours of Hercules (2013).
Po odpoczynku i kawie razem obejrzeliśmy Allena, bo gdy nie bardzo wiemy, na co filomowo mamy ochotę, Allen jest bardzo poręczny. Złote czasy radia (1987) sprawiły mi dużą przyjemność, sentymentalne, inteligentne kino z naprawdę dobrą Mią Farrow. Poza tym od kilku dni chodzi za mną piosenka All the Madmen Bowiego, więc w ciągu dnia wysłuchałam jej kilkakrotnie, razem z całą płytą z 1970 roku.
'Cause I'd rather stay here / With all the madmen / Than perish with the sad men roaming free / And I'd rather play here / With all the madmen / For I'm quite content they're all as sane as me.
Jeszcze wczoraj wieczorem Norbert napisał do mnie krótko, że on i Andrzej złapali covida. Mieliśmy dzisiaj pogadać, ale wiem tyle, że oboje czują się źle i nie ma sensu tego drążyć.
Pamiętam tytuł tego filmu Allena i że oglądałem, ale nic więcej.
OdpowiedzUsuńI tak bywa. Mnie się sceny z filmów Allena czasami mylą, bo faktycznie wiele jego filmów bazuje na podobnym pomyśle.
Usuń