Pogodowo dzień podobny do wczorajszego, temperatura w nocy zeszła do zera, nad ranem obudziłam się z uczuciem zimna i po wizycie w toalecie rąbnęłam się pod cieniutką kołdrę tak jak stałam, w szlafroku.
Śniadanie został opóźnione przez moje bezskuteczne próby zalogowania się na polskim koncie bankowym. Połączym się nawet z wideoobsługą klienta, wygląda na to, że kod utyka mi gdzieś po drodze. Sprawa pozostała nierozwiązana.
Był spacer z kotem i dojazd do wiejskiej plaży. Katlin wręczyła Fredowi urodzinowy prezent i porozmawialiśmy całkiem długo o tym i śmym. Akurat w tym czasie wyszedł z domu Majkel, mąż Anne. Wyglądał bardzo źle, ale nie chciałam pytać naszej rozmówczyni o ten wątek, chociaż z pewnością wie więcej niż my, bo minę miała przez ułamek sekundy wymowną. Czuję, że wkrótce i tak się dowiemy.
Teściowie są już w sanatorium, narobili sobie niechcący kłopotów podczas wyjazdu. Pod blokiem zostawili torby, które powinny zostać spakowane do samochodu, w jednej był laptop i zeszyt z hasłami.
Pod wieczór wyjechaliśmy do Drołdy. Ponieważ wychodziłam z domu rozmawiając przez messenger z mamą, która sprawdzała czy dochodzą do mnie smsy z Polski (kontynuacja porannej sagi bankowej), przy okazji pokazałam jej drogę do miasta i dwa supermarkety. Po zakupach trochę pojeździłam. Siedziałam za kierownicą pierwszy raz od lata. Złości mnie ta odłożona na półkę sprawa.
Ale torby teściów się znalazły? Nikt ich sobie nie przytulił?
OdpowiedzUsuńNiestety nie.
UsuńBardzo niefajnie, przez ten laptop zwłaszcza i hasła.
UsuńHasła w banku zostały zastrzeżone, jednak laptopa zawsze szkoda.
Usuń