Poniedziałek ... w poniedziałki nie biorę do pracy lunchu. Gotujemy coś z młodzieżą, dowiaduję się przy tej okazji, że np. chiński makaron jest pyszny, gdy go podsmażyć z ciemnym sosem sojowym wymieszanym pół na pół z miodem.
W tym tygodniu wioska jest odcięta od komunikacji, kładą nową nawierzchnię na głównej ulicy i właśnie ten dźwięk obudził mnie rano. Wczoraj autobus powrotny dojechał do szkoły (Eugene, Lokalny Gej, pospieszył z informacją, że przez to dwa razy czekał na autobus bez sensu. Wracając na piechotę z drugiej strony osiedla słuchałam morza gniewnego po bardzo wietrznym i mokrym poranku), dzisiaj inny kierowca wysadził nas na skrzyżowaniu (idąc od czercza podziwiałam ptaszki kwilące w grubych żywopłotach).
Irytują mnie drobne rzeczy, znak, że zjeżdżam z hormonalnej górki. Obecność Kochanego ratuje mnie przed samą sobą. Dzisiaj Fred jest wcześniej, już wszedł do domu. Słucham Bukartyka, gra Nowy świat.
Makaron taki jak z chińskich zupek?
OdpowiedzUsuńNie wiem jaki jest w zupkach, czy to jakoś można porównać. Chiński, w sensie kupowany w sklepie jako chiński.
UsuńA to nie wiem czy u nas taki jest, bo ja zawsze Lubellę biorę.
Usuń