Aura wyciszyła się na kilka godzin. Zaległam w papierach tak, że dzisiaj to Kochany robił obiad, bo zapomniałam, że jestem głodna. Nie znaczy to wcale, że dużo napisałam, o nie. Im dłuższe posiedzenie, tym więcej wątpliwości i niemocy.
Wieczorem w ramach mojej prokrastynacji dokończyliśmy z Kochanym oglądanie powtórki pierwszego sezonu Ojca Teda. Z każdą godziną na dworze robi się zimniej, kwiatki w donicach Fred zawczasu przeniósł do ogródka na tyłach, gdzie będą miały lepszą osłonę od zachodniego wiatru. Nowo zakupione narcyzy wylądowały pod daszkiem starej kociej budki. Czytam, że Drołda przygotowuje się na ewentualne podtopienia przy rzece, bo sztorm wejdzie do miasta w czasie przypływu. Może nie będzie tak źle.
U mnie też się z wieczorem uspokoiło... i głowa mnie rozbolała. A wcześniej, jak na dworze było paskudnie, czułem się swietnie.
OdpowiedzUsuńBóle głowy bywają sprawą tajemniczą :)
UsuńPogoda zwariowała. Wiatr, burze i grad. Mam nadzieję, że to wszystko szybko minie, te zawirowania i znów będzie miło można chodzić po dziedzinie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
U nas tak szybko nie minie, chociaż akurat dzisiaj nie było tak najgorzej :)
Usuń