Obudził mnie niesamowicie silny wiatr (piąta rano), naparzało tak w nasz dom co najmniej pół godziny, później było tylko trochę lepiej.
___
edit poranek dnia następnego: Kochany wrócił o dwudziestej pierwszej, akurat, gdy na pocieszkę zaczęłam oglądać Annie Hall Woody'ego Allena. Z dwóch możliwych powodów wczesnego powrotu z pracy nie był to na szczęście ten drugi (team leaderem nie był Rosjanin i mąż na wejściu nie przyłożył mu z głowy). Kolejny poniedziałek wyrwał mnie ze snu.
Na Mazurach na szczęście tym razem nie wieje.
OdpowiedzUsuń:)
Usuń