Obudziłam się tuż przed wyjazdem Freda do pracy, leżałam na wznak, gdy oczy mi się otwarły jeszcze pełne snu o czasach, w których panowie nosili catogany. Przed południem dostawcy oczywiście się nie pojawili, jedyną satysfakcją była wirtualna plątanina po Nowej Aleksandrii. Znalazłam to, czego szukałam od wczoraj, bo jestem bystra i uważna. Mogłabym z tego zrobić swój zawód, pomyślałam kończąc kawę, po czym wyszłam do ogródka, niby na chwilę, bo przecież tylko podlać jabłonie i nakarmić ptaki, co zmieniło się w godzinną gadaninę z Katlin przed naszym domem, a potem w ogródku. Sąsiadka przyszła zobaczyć jabłonie, pochwalić najgrzeczniejszego z kotów (Ryszard, który chwilę wcześniej leżał w łóżku w głębokiej śpiączce, półprzytomny wyszedł przez okno, bo żadna rozmowa na tyłach nie może się odbyć bez niego, w nagrodę dostał miziania za uchem i kilkakrotne zapewnienia sąsiadki, że zachowuje się wzorowo i nawet Majk tak uważa), poopowiadać o podrzucanych zwierzętach, raku i domach wolnych do zasiedlenie (Katlin wypyta o domy z dwoma sypialniami w naszej wsi, miła deklaracja, na nic nie liczę). Czyli drzewka zostały w końcu podlane przed jedenastą.
Fred mi powiedział przed południem, że panowie się pojawią do trzeciej. No i dobrze, pogodziłam się z brakiem spaceru nawet łatwo, bo dzień nie jest tak śliczny jak wczoraj, bardziej szary, do tego zmarzł mi nos podczas rozmowy z sąsiadką. Przyjechał jeden miły Paddy, i w pięć minut było po robocie, gość mi jeszcze przypomniał, żeby na pewno wykręcić śruby zabezpieczające. Kwadrans przed pierwszą nowa pralka stoi w kuchni, a ja już nie mam ochoty na spacer.
No i tak. Dziwny dzień, czuć pogodę przed burzą (która nie przychodzi), nie mogę się najeść, wilczy głód mnie zaskakuje, a Kochany nie posłuchał mojej rady i kupił następne drzewko do ogródka przed domem. Dochodzę do wniosku (niestety), że to nie moj ogródek i trzeba się skupić na czymś innym, bo dalsza rozmowa na ten temat nie ma sensu. Nowa pralka sobie cicho szemrze.
A na Mazurach nadal słonecznie i w miarę ciepło. Mój listonosz przyszedł dziś w krótkich spodenkach, już z opalonymi nogami.
OdpowiedzUsuńCzytałam :D Nie wiedziałam, że nosisz okulary.
UsuńDo czytania głównie i przed komputerem. A po domu to tylko jak chcę zobaczyć, że mam strasznie brudno po kątach :D
Usuń(o tych nogach napisałem najpierw u ciebie,, a później pomyślałem, że mogę to i w blotkę przerobić)