I tak wszystko samo się postanowiło. Jakiś czas temu przez chwilę był plan lotu na Dolny Śląsk na urodziny babci, zamiast tego zarzuconego planu jest lot na Lubelszczyznę asap, na pogrzeb.
Na MyHeritage napisał do mnie gość z Australii poszukujący osoby z moim nazwiskiem. Może to ciekawa sprawa, może nie.
Gdy już się nad tym zastanowiłam pojechaliśmy do Drołdy na krótkie zakupy, żeby do środy było co jeść i było do czego wrócić. Potem obiad w Aishy. Po powrocie na wieś Fred wyszedł do wylegniętych na dwór sąsiadów, żeby ich poinformować o sytuacji. Wszyscy chcą się opiekować kotem. Jest irlandzki Dzień Matki, rzucili do Tesco mój ulubiony torcik truskawkowy, więc do napitków był tenże. I spacer był, więc obfociłam codziennego napierniczacza na olbrzymim żywotniku po sąsiedzku:
• włochate wydmy:
Mnie dzisiaj sąsiadka przyniosła kawałek tortu urodzinowego. Bo ponoć schudłem :D
OdpowiedzUsuńNo widzisz, skoro tak mówi, to pewnie tak jest :)
UsuńNiekoniecznie. W poniedziałek wracając ze sklepu spotkałem znajomą, która stwierdziła coś wręcz przeciwnego :D Na mój komplement, że wyszczuplała powiedziała, ze to od chodzenia z kijkami i że też powinienem spróbować, bo by mi się przydało.
Usuń