Strony

niedziela, 8 maja 2022

872. W kółko.

Poranna mgła zdradziła mi wszystkie sekretne pajęczynki zainstalowane w naszym ogrodzie. 

W piątek padłam jak nieżywa do łóżka, w sobotę budzik wyrwał mnie ze snu o siódmej, w zasadzie nie wiem po co, bo i tak nie kontynuowałam czytania nudnego artykułu, chociaż tak to sobie ubzdurałam dzień wcześniej. Nie było mnie na zajęciach, ale wątpię, żeby prowadzący wymyślił konsultacje zaliczeniowe z godziny na godzinę. Po kawie poszliśmy z Kochanym nad morze, bez aparatu, wszystkie zdjęcia z kalkulatora, więc na pierwszej fotce słabo widać mgłę unoszącą się nad plażą (a była). Pogoda sennie-burzowa, my raczej milczący, Fred mielił w głowie myśli (jak mi wyjawił) o różnych dziadersach. 

Odnoszę wrażenie, że ten rok jest znacznie suchszy niż zazwyczaj, na Głowie goarse nie kwitł tak spektakularnie, jak co roku, gdy jego mirabelkowy zapach aż wżerał się w mózg, paprocie też słabo wychodzą.






Gdy kończyliśmy zajadać rybę z frytkami, podeszła do nas Ukrainka z przetłumaczonym w smartfonie zdaniem, gdzie tu można zobaczyć foki. Wskazaliśmy jej drogę (Kochany spocił się próbując użyć swojego rosyjskiego ze szkoły podstawowej, a ja to już w ogóle wycofałam się na z góry upatrzone pozycje). Trzy panie z dzieckiem zobaczyłam ponownie na molu — są w kraju dopiero trzy tygodnie, mieszkają w Drołdzie, domyślam się, że próbują sobie jakoś wypełnić wolny czas. 



— Kłóliki widzę!

Bardzo lubię taką pogodę, szczególnie, gdy istnienie ludzkości nie naskakuje na mnie dźwiękowo. Czuję się wtedy, jakbym wróciła do lat matolęctwa i czasu wakacji. Frytki, które się we mnie nie zmieściły, przyniosłam do domu — fruwający sąsiedzi byli zachwyceni. Uczta zapowiada im zmianę menu na letnie (skończyły się już kulki tłuszczu, a reszta ziarna dla wróbli jest na jesień). Fred pojechał kupić chleb, a mnie odłączyło prąd, w tym tygodniu często tak mam i jest to dość męczące. Wszystko przez to, że idę spać o bezsensownych porach (to którą mamy teraz godzinę? ;)). Jeszcze w porcie Kochany zadzwonił do Ka i znowu najechaliśmy dom przyjacielowi męża; we czwórkę obejrzeliśmy w końcu Zjawę (2015) z Leonardo. Powrót był po północy, kot czekał na nas drzemiąc pod samochodem Anne.

2 komentarze:

  1. Odzywanie się do Ukrainek po rosyjsku było trochę ryzykowne. Znajoma pisała nie dawno u siebie na blogu, że została opieprzona za spasiba, którym chciała podziękować mieszkającej od dwudziestu lat w Portugalii sprzedawczyni-artystce za miłą obsługę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upolitycznianie języka to najszybszy sposób na zakończenie komunikacji, a w tym przypadku to one chciały czegoś od nas.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.