Ryszard wrócił wczoraj na tyle wcześnie, że zdążył przed zamknięciem okna na noc. Dzisiaj również długo leżakował w łóżku. Wydaje się zdrowy, ale rano świat pachnie jesienią i pewnie stąd słuszne lenistwo. Też to przeżywam, np. od kwietnia nie za bardzo śledziłam vlogi Stacey, ale dzisiaj wróciłam do niej z powodu otwarcia sezonu nostalgii i jesiennych jarmarków.
Zdarzenia zajmujące: mżawka, poszukiwanie mojego paszportu, kupowanie nowego ubezpieczenia podróżnego, które właśnie nam "wychodzi", oglądanie Bernadette piorącej edwardiańską suknię wg zaleceń z epoki, zupa kalafiorowa, drzemka poobiednia, kot, genealogia (znalazłam akt zgonu praprababci zmarłej w Tarnogrodzie oraz akty urodzenia dziadka Bronka i trzech jego starszych braci). W ciągu dnia kilka kontaktów z Fredem o sprawach różnych. Najprawdopodobniej jutro Kochany rusza przed siebie. Mąż przekazuje niepokojące wiadomości od Justy, która nadal jest w szpitalu, (jak się okazało) z komplikacjami pocowidowymi.
Sąsiadka (z pudelkiem i synkiem, nie znam kobiety) przyniosła Rysiową zgubę. Znalazła osobno tag z imieniem, osobno obrożę, a mimo to wiedziała, że należą do tego samego kota. Dziwne, zaiste.
Ryszard jest widocznie bardziej znany, niż przypuszczacie.
OdpowiedzUsuńNie mamy wątpliwości, że Ryszard to osobowość lokalna, ale to nadal dziwne, że ktoś rozpoznaje obrożę przeciwpchelną jakich tysiące, bez identyfikatora.
UsuńMoże obie zguby były blisko.
UsuńAlbo historia z obróżką w ogóle inaczej wyglądała. Ale raczej się tego nie dowiem :)
Usuń