Dzień rozpoczęty rzęsisty deszczem w Irlandii nie może być zły. Zanim dojechałam na praktykę, poszliśmy z Kochanym do Housingu przekazać jednej z pań Wybałuszających email wysłany przeze mnie jakiś czas temu, na który nie dostałam odpowiedzi. Przy okazji rozsupłał się nam worek z naprawami, Fred dorzucił problem z podgrzewaczem wody przy prysznicu i elektrycznym ogrzewaniem łazienki. O, niespodzianko! Gdy ja zajmowałam się m.in. tym:
do domu wpadł elektryk obfocić urządzenia. Co z drzwiami, nadal nie wiadomo.
Po południu pogodniej, Kochany przyjechał po mnie do miasta i zrobił nam dobry obiad. Na wieczór byliśmy umówieni z Ka&Jot. U przyjaciół rozmawialiśmy głównie o głupocie Putina, potem we trójkę (Jot odleciała w sen) obejrzeliśmy Na rauszu (2020) Vinterberga, całkiem adekwatną ilustrację utraty kontroli nad piciem. Wróciliśmy do domu około północy wystraszając tym w kuchni pająka, który ratował się sprintem pod meble. Fred pokazał mi na niebie Wielki Wóz.

Też kiedyś potrafiłem odszukać Wielki Wóz. Teraz to nie wiem, bo w mieście ciężko zobaczyć rozgwieżdżone niebo.
OdpowiedzUsuńWioseczka nasza niewielka, ale zaśmiecenie światłem jest, tym bardziej wyrazistość gwiazd mnie zaskoczyła (rano wszystko było przecież zasnute). Jeszcze chwila i o tej porze będzie zimowe niebo z Orionem :)
UsuńNastępnym razem jak trafię w nocy na bezchmurne niebo spróbuję się rozejrzeć.
UsuńSłusznie, to perspektywę wykrzywioną prostuje. Lecimy w ciemności na dużym kamieniu, przecież :)
Usuń