Anne zastanawiała się jak będzie mi się spało po kawie. Niefajnie, chociaż muszę zaznaczyć w dyskusji, że były elementa zakłócające (obfity posiłek), czyli wnioski z eksperymentu są nieco chybotliwe. Fakty wyglądają tak, że poranek był męczący, mogłam zapomnieć o przytulnym pochrapywaniu do deszczu za oknem, mój umysł kilkakrotnie wędrował w niezwykle realistyczne sny w których myślałam za każdym razem "o cholera, to sen, obudź się". Pamiętam wątek, gdy siedziałam w kuchni w Polsce i pytałam babci, co w takim razie mam kupić na obiad, bo nic na dzisiaj nie ma. Ale to nie była babcia Mania, tylko babcia Frania, która rzuciła mi dziwne spojrzenie, zamknęła laptopa i wziąwszy go pod pachę poszła na piętro (babcia Frania nie żyje od 14 lat i nigdy nie używała laptopa, w swojej kuchni 25 km gdzie indziej rozwiązywała krzyżówki w Przyjaciółce). Gdy za którymś razem obudził mnie płacz dziecka postanowiłam skończyć z nierozsądnymi oczekiwaniami błogiej drzemki porannej, bo dzisiaj się to nie wydarzy.
Fred ponownie się przemieścił, jest już o moich rodziców. Zadzwonił do mnie Ka, chyba tak, żeby pogadać o tym, co się dzieje u niego w pracy. Sobota deszczowa i ponura, nie nadawała się do niczego fajnego, pod wieczór niebo zbłękitniało, za to wzmógł się wiatr, który jutro rano ma u nas przekroczyć 50 km/h. Yhh. Dostałam namiar na kolejny dobry barok, The Fairy Queen Purcella w starym wykonie English Baroque Soloists pod dyrekcją Gardinera. Pozwoliłam inspektorowi Morse'owi zrehabilitować się w drugim sezonie serialu. Obejrzałam też krismasowy (!) odcinek Co ludzie powiedzą (1991). Ryszard (kot) nie wiedział, co ze sobą zrobić, wykonał kilka dramatycznych prób spacerowych, trochę był poza domem, gdy przestało padać. Ziew. Naprawdę, marnacja dnia.
The Fairy Queen - w wersji do oglądania lubię realizację z 1995 roku https://youtu.be/r7zk4aZsVWI
OdpowiedzUsuńDziękować 😁
Usuń