Strony

piątek, 2 września 2022

991. Day off, day out, evening tea (literally).

Wczoraj tuż przed snem odczytałam wiadomość tekstową od Saren, że mogę dzisiaj zostać w domu. Nowina została rano potwierdzona telefonicznie. Byłam śpiąca, a Saren zapomniała, że nie rozmawia z Irlandką, zrozumiałam jakieś 20% jej wypowiedzi. W każdym razie a day off. Kot wrócił z nocki krokiem nieśpiesznym, zapewne czymś nażarty, widać, że czuje się lepiej, nie drapie się tak bardzo. Fred pokazał mi zebrane przez siebie borówki i ogród pielęgnowany przez wujka Andżeja (z ziołami w wysokich kastach, jak w programach ogrodniczych). 

Tak czy siak, musiałam się wybrać do miasta, bo zakupy na weekend, bo wizyta w housingu, bo omówiony lunch. Kiedy wyjeżdżam później niż o poranku, dzień mam jakiś takiś rozgrzebany, ciągle sprawdzam godzinę, czy to aby na pewno ta godzina, a nie inna. Ale wszystko poszło gładko, Ryszard towarzyszył mi na przystanku, pewnie z uwagi na to, że kilka chwil wcześniej głośno tłumaczyłam dwóm Belgijkom którędy do naszej plaży i kot usłyszał mój głos leżakując w ogródku sąsiada (bardzo był dzisiaj hipertowarzyski i miziasty — Ryszard, nie sąsiad — coś jak po kocimiętce, to może być efekt leku).

Koncepta przyjęła moje podanie o wymianę drzwi, mają dwa tygodnie do namysłu i zobaczymy, co dalej. Skoro już znam Konceptę, będę się powoływała na nią, jeśli np. ktoś zapyta, dlaczego składam następne podanie, tym razem o remont łazienki. Taki plan mam niecny i zamierzam go wykonać. Potem szybkie zakupy w Tesco i byłam w Il Forno przed trzecią. Bardzo to było miłe spotkanie, Anne opowiedziała mi o swoim niewidzialnym przyjacielu z dzieciństwa, Pookleberry Nose. Niestety eksperyment bezkawowy został złamany, bo wypiłam jedno cappuccino. No cóż ;) Gdy wracałyśmy do samochodu ustawionego przy Oulster Ln, na Cord Rd minęliśmy jednego Ira i jeśli nie był to Joe Rooney, był to sobie zwykły obywatel podobny do aktora z Ojca Teda. Ale to był Joe Rooney :D

Anne wpadła na wieczorna herbatkę, rozmawiałyśmy o kotach, chorobach psychicznych i dziwnych grobach (między innymi). W związku z czym zapisuję sobie, żeby zobaczyć grób Toma Scotta, jeśli kiedyś będziemy przejeżdżać obok 76 Rd w Glengormley. Kicham. Kot nadal podekscytowany, ale siedzi już na parapecie sprawdzając nocną rzeczywistość na zewnątrz. Bardzo miły piątek, indeed.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.