Kochany pasie mnie od rana białą kiełbasą, na deser resztki kawy z Peru i polskie ciastki. I tak sobie siedzimy w tę niedzielę, przy laptopach, albo trochę prasując (ja), trochę robiąc obiad (Fred) i oglądając kolejne Midsomery, 14.6 (oboje; Kochanemu się nie podobało, mówi, że bez sensu). Okno większość dnia zamknięte, chłód się ściele ponuro i nawet Ryszard nie miał ochoty na kocie szwendy. Przetestowaliśmy pierwsze jabłuszko elstar (cierpki wypierdek) i wzruszyliśmy się przy 9 odc. Zmienników. Wieczorem grzebię w genealogii (odkryłam imiona prapradziadka Kiełbasy) słuchając genialnej Karoliny Cichej (wszystko, co mamy, i jak leci).
Ach, jakże mnie dzisiejsza plucha nastroiła, aż odszukałem swój niesonet sprzed dwóch lat bez mała:
OdpowiedzUsuńZassijże pipetą
ze dwie próbki pluchy,
zlej je do klozetu,
gdzie harcują muchy,
pchnij w kanalizację
ustami Mariana,
sam idź na kolację
i spożyj banana.
Poświęć się następnie
obserwacji planet:
Nanoś ich pozycje
na gliniany dzbanek,
później je zakoduj
pismem supełkowym,
z przodu samochodu
zawieś obok głowy...
Pytasz, czy pomoże
to wszystko na pluchę,
gdy w beczce w oborze
kisi ktoś kapuchę?
Wtedy wiesz – rozumiesz,
ta sprawa jest prosta:
Gdy to wszystko zrobisz,
nadejdzie już wiosna!
Kochany, usilnie namawiam Cię do spisywania tego wszystkiego ręcznie. I się nie wymiguj, że to fragment Twojej rozmowy z bratem, więc się nie liczy, bo nikt spoza familii nie uwierzy (familia nie ma wyjścia, musi z tym żyć 😁).
UsuńPamiętałem tego nieboszczyka w beczce cydru.
OdpowiedzUsuńNo Fred się właśnie wątkiem nie zachwycił ;D
Usuń