Strony

środa, 25 stycznia 2023

1135. Z Bowiem.

Za oknem rano drozd śpiewak (po irlandzku smólach ceoil). Oraz Amber z synem, oboje patrzący się na mnie z ogródka, jak nagrywam głos ptaka w aplikacji.

Fred przyjechał nad ranem i spał do pory obiadowej. Punkt dziewiąta zasiadłam do laptopa i dziubałam rozkminki co tu jest napisane? Niech szlag trafi gryzmolaków, dziobałam do drugiej, ale i tak nie odcyfrowałam wszystkiego. W tym czasie Kochany wstał, ja zgłodniałam, więc pomysł pojechania gdzieś na obiad był idealnym rozwiązaniem krótkoterminowych problemów. Pojechaliśmy z Bowiem.

Po drodze do Il Forno (w przejściu Scholes Lane) spotkaliśmy Colina, dawnego pracownika Centrum, który bez wstępów wziął się za opowiadanie nam, że widział na żywo aktora grającego Flasha Gordona (Sam J. Jones aktorowi jest na imię). Na dowód pokazał nam wspólne zdjęcie, i jeszcze poopowiadał o wydarzeniach kulturalnych w mieście, po czym pożegnał się i poszedł dalej ze swoimi ładnymi myślami.

Po makaronowym obiedzie był spacer do Czarnej kawiarni (tutaj Fred akurat umieszcza fotki na FB):

Po kawie wyruszyliśmy na drugą stronę rzeki, dotykać książki w Waterstones. Wiem np. że te dwie kiedyś kupię (nie teraz, bo by mnie tylko odciągały od lektur obowiązkowych):

Przy okazji książki po prawo przypomniała się mi Inspirowanka (jako fanka Rickmana zapewne chciałaby przeczytać). Z innych lektur na topie, pewnego dnia wypożyczę autobiografie Matthew Perry'ego i księcia Harry'ego.

Gdy wyszliśmy na świeże powietrze, nad miastem zapadał zmrok:

Woda energicznie podążała w kierunku morza, tłumy niedawno przelewające się głównymi ulicami miasta mocno się przerzedziły. Jeszcze na moment weszliśmy do Dunnesa (po Fredowe sanpellegrino aranciata rossa) oraz do polskiego sklepu (trochę z przyzwyczajenia), i hyc do domu, znowu z Bowiem.

Wieczorem słuchaliśmy starego Marillionu. Od tego słuchania Fisha, rozmawiania o aktorach (trwają poszukiwania Juliana Sandsa, który kilkanaście dni temu zaginął na Mt. Baldy) i swobodnych wędrówkach myślowych, np. takich, że fajnie byłoby zobaczyć Ralpha Fiennesa na scenie teatralnej, wyszło, że wyciągnęliśmy z półki dvd Lista Schindlera (1993). To był chyba pierwszy film na który poszłam do kina sama. Z perspektywy czasu widzę wszystkie jego amerykanizmy.

4 komentarze:

  1. O tak, toto księcia Harry'ego też sobie wypożyczę, bo ponoć pisze w biografii, co sobie odmroził na Antarktydzie, czy gdzieś tam (w kontekście, że nieobrzezani mają jednak lepiej). Wiec to niewątpliwie musi być ciekawa książka :D

    A z Sandsem przykra sprawa, bo tam w górach mróz i śnieg, więc po tylu dniach (13 chyba zginął) to już raczej tylko szukanie zwłok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nieobrzezaniu pisał? Hm, interesujące :D

      Sądze, że rodzina Sandsa też raczej się ku temu skłania.

      Usuń
  2. Kim jest ów Bowie? Czyżby mój idol David?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, ważam, że Bowie jest tylko jeden ;D Tak, chodzi o Davida.

      Usuń

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.