Ostatnio mam fazę na jajko w koszulce na śniadanie.
Kochany wyfrunął z gniazda jeszcze przed świtem, przez sen słyszałam jak się krząta i dyskutuje z kotem. Odfajkowanie trzech drobnostek z listy do zrobienia na dzisiaj sprawiło mi satysfakcję (m.in. potrzebowałam namiarów na pracodawcę z okazji rejestrowania się na kursie języka irlandzkiego, więc wystosowałam krótki liścik do koordynatorki i na dzisiaj zamknęłam temat). Zagadałam do rodziców w temacie mojej wizyty w domu rodzinnym. Kupiłam bilet lotniczy (wylot). Porozmawiałam z Lusiem o jej życiu miłosnym i nie tylko. Odkryłam, że lubię leczo z ciecierzycą. Skończyłam czytanie starotki-ramotki Le Bona, Psychologia tłumu (Derewiecki, 2016) z historyczną przedmową Grabskiego. Tak się ożarłam ciecierzycą, że Kochany po powrocie z pracy jadł obiad sam, ja tylko patrzyłam. Jeszcze pijemy sobie z dziubków, ale pora na sen.
Ciecierzyca brzmi ciekawie. Widuję czasem jakąś w słoikach w Biedronce, ale nigdy się jakoś nie zdecydowałem na zakup.
OdpowiedzUsuń@Darku, mi smakuje, ma dużo białka (może organizm się domaga zamiast mięcha). Jem też ostatnio pasztet z ciecierzycy. A wspomniałam leczo, bo normalnego nie lubię.
Usuń