Miałam jechać, ale nie pojechałam, bracia wybrali się w dolinę sami. Już wczoraj po wylądowaniu w łóżku wziął mnie stres, że wszystko rozgrzebane i może przynajmniej magisterkę warto nadrobić (kilka dni temu seminarkę oceniono mi na 5, wiem, że niezasłużenie i mnie to stresuje). Rano dodatkowo nie chciało się mi wstać, kot położył się obok, decyzja została przypieczętowana. Oczywiście to nie znaczy, że zaraz wzięłam się do pracy, prokrastynowałam jak mogłam. Szukałam w sieci materiałowego etui do laptopa, znalazłam opiekunkę dla kota (Sandra, lokalna dziewczyna), rozmawiałam z rodzicami i generalnie odtajałam. Sądzę, że tak na mnie działa przeludnienia w domu, czuję się trochę nieswojo, tracę radość. Sobota z kotem+.
Piosenka Dido, White Flag, ma już 20 lat, kto by pomyślał.
Sposób jedzenia w tej rodzinie jest genetyczny. Po powrocie z doliny panowie zmietli postawiony obiad w dziesięć minut. W głośnikach Lubomski śpiewał Comte'a. Po zanurzeniu muzycznym Fred zapoznał młodszego brata z Ojcem Tedem.
Ach, i jeszcze prawdziwy Jetfire, śliczny karzeł z pomarańczową trąbką obfocony chłodnym porankiem:

Sobota z kotem brzmi całkiem miło :) Dobrze, że się udało znaleźć opiekunkę dla Ryszarda.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie jest to rozwiązanie na łapę kotu, ale tak trzeba, niestety.
Usuń