Kochany cały tydzień ma szychtę w Cavan, wybył do pracy zanim zdążyłam otworzyć oko. Klaruje się nam plan funkcjonowania domu na kilka następnych tygodni: Fred ma dzienne zmiany, ja wracam wcześniej, więc robię obiady. Tyle różnicy, że dzisiaj obyło się bez mojego wyjazdu (poniedziałek robię we wtorek ;)).
A wolne poniedziałki mi chyba nie służą. Szybciej poszło wyciągnięcie z ziemi cebuli przekwitłych narcyzów, które w zeszłym roku wpuściłam do ogródka, niż zabranie się za to, co najbardziej wymaga mojej uwagi. Poza grzebaniem w ziemi, krótki spacer po pieczarki do lokalnego sklepu za winklem (z entuzjastyczną asystą Ryszarda, który obudził się po godzinach letargu w sypialni), poza tym stagnacja i szuranie nosem w genealogii (na tę chwilę uważam, że w tajemniczym rodowodzie taty warto skupić się na nazwisku Decker). Muzycznie Armia oraz pan Piotr z panem Krzysiem. Kochany już nastawił budzik na jutro.
Narcyzy nie przezimują w ogrodzie?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, przezimują, ale chcę zwolnić to konkretne miejsce.
UsuńMiałam zapytać o to samo. Czemu wykopujesz cebule?
OdpowiedzUsuń@MaB, ponieważ miejsce okazało się dla nich zbyt wietrzne.
UsuńTwój ogród rób co chcesz. Miłego dnia! 😉
Usuń@MaB, zawsze tak robię, pozdrawiam :)
Usuń