Głowiłam się do ostatniej chwili, ale w końcu trzeba było coś postanowić, więc praca została wysłana i czekam na oficjalne poprawki. Raczej kiepsko to widzę, ale cóż. W decyzji "wyślij" bardzo pomogła mi histeryczna rozmowa Kochanego z Ka&Jot (histeryczna po stronie przyjaciół, mąż tylko podnosił brew). Otóż, przyjaciele zadzwonili z "problemem" takim, że pani wynajmująca Wojtkowi mieszkanie wyguglowała, że jest on transwestytą i ona sobie tego nie życzy. Akurat skończyłam poprawiać tabelkę, im bardziej Fredowi brew się podnosiła, tym bardziej mnie ogarniał wkurw. Pac klawiszem. Poszło. Co za getto wschodnie! Początkowo Jot chyba nawet mówiła Kochanemu, żeby zadzwonił do Wojtkowego ojca. Nie wiem, co by to miało dać. Jedyny sensowny telefon byłby do chłopaka: trzeba mu powiedzieć, żeby się rozglądał za nowym mieszkaniem. Dzisiaj znaleźć normalnego landlorda to nie jest prosta sprawa. Ech.
Poza tym w pracy całkiem ok. Padało; z rana poszłam po kawę na wynos, w porze lunchu wyskoczyłam na szybkie zakupy jedzeniowe (kanapka u Izoldy, zakupy dla Saren w M&S). Nowy grafik, nowa grupa, starzy znajomi pytają gdzie byłam, jak mnie nie było. Czas strawiłyśmy na przestawianiu mebli (jest nowy stolik dla dodatkowego staffu - bardzo się cieszę, bo to o mnie), drukowaniu papierów na poniedziałek i in. sprawach organizacyjnych.
Z rzeczy wzruszających mnie po powrocie - w nocy Ryszard śpi z nami jak zabity. Nie budzi nas, drzemie, jakby chciał się wydrzemać za wszystkie dni. Zapewne aura pomaga. W porównaniu z temperaturą przed naszym wyjazdem wyraźnie się ochłodziło. Podobno w zeszłym tygodniu było uderzenie ciepła, ale nic po nim nie zostało. Jesień (w głośnikach Dziki książę Variété i Wolne Masłowskiej).
PS. Fred rozmawiał z Katlin. Sąsiadki są zachwycone Józefem.
Jakoś dotąd nie spotkałem się z tym słowem transwestyta wiec sam musiałem wyguglować co to takiego.
OdpowiedzUsuńWcześnie do Ciebie jesień przychodzi.
@Danek8599, człowiek się uczy całe życie. Wg celtyckiego kalendarza jesień zaczyna się 1 sierpnia.
UsuńAle dlaczego całkiem realny problem, jest "problemem"? Bo to nie dotyczy Ka&Jot, więc nie powinni histeryzować tylko podejść do sprawy na luzie - Wojtek wynajmuje mieszkanie i problem jest tylko jego?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, logika postsowietikusa i poczucie odpowiedzialności tam, gdzie go nie ma, żeby nie czuć go tam, gdzie odpowiedzialność osobista jest jak najbardziej widoczna. Wojtek jest synem znajomego Freda. Ka&Jot są naszymi znajomymi. Właścicielka mieszkania jest znajomą Jot. Ogólnie rzecz biorąc Fred też zobaczył Wojtka pierwszy raz kilka dni temu, więc go nie zna. Realne problemy jakie przychodziły nam do głowy to nałogi, głośne zachowanie, brak poszanowania dla cudzego mienia, więc sobie możesz wyobrazić jak się Kochany zestresował w pierwszej minucie rozmowy. Tymczasem właścicielka zadzwoniła do Jot, bo chłopak ... pomalował sobie paznokcie. Jot zgłupiała. A że jest osobą dość pruderyjną, to początkowo nie wiedziała jak ma zareagować (mówimy o osobie, która potrafi przez godzinę ciągnąć rozmowę o tym, że na wakacjach na plaży widziała całującą się parę nastolatków "i co ja bym zrobiła na jej miejscu?"). Trudno mi uwierzyć, że może chodzić tylko o to, że Wojtek wygląda na geja (i pewnie nim jest).
UsuńRealny problem, to taki, który utrudnia nam życie. "Problem" zaś, to coś, co pojawia się tylko w ludzkich głowach. Prywatnie jestem tak wkurzony zachowaniem kobiet wynajmujących mieszkanie synowi mojego kolegi, że najchętniej bym tu całą wiązankę puścił, tylko że wtedy nie dowiedziałbyś się o co chodzi. Wojtek jest kolorowo ubranym, nieśmiałym chłopakiem, który tuż przed wyjazdem ufarbował sobie swoje długie, zadbane włosy na jaskrawy, pomarańczowy kolor, bardziej pomarańczowy niż rudy. Jego ojciec uprzedził mnie, że jest tęczowy, a ponieważ nie wnikam w preferencje seksualne znajomych, z którymi nie planuję seksu, ułożyłem tę informację w mózgu w szufladce "ciekawostki". Gdy go odbierałem na lotnisku, nawet nie zwróciłem uwagi, czy ma np. pomalowane paznokcie, bo to znaczy dla mnie tylko tyle, że sobie je chciał pomalować. Odstawiłem go na kwaterę i nagle po dwóch dniach dostaje telefon i słyszę raban. Kumpel się śmieje histerycznym śmiechem, jego partnerka go przekrzykuje, przez trzaski w głośniku telefonu wyławiam informację, że właścicielka (Litwinka) jest zszokowana wyglądem Wojtka, że sobie wyguglała w swoim ochujałym litewskim guglu, że chłopak jest transwestytą (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie), zaczęła rzucać jakimiś tekstami ocierającymi się o groźby karalne, że na tym osiedlu, to on może nie być bezpieczny (żyję w Irlandii od roku 2004, a w obecnym miejscu od 2008 i ni chuja nie słyszałem, by ktokolwiek został pobity z powodu koloru włosów, czy paznokci). Raszple sobie zaprojektowały apokaliptyczny obraz zagrożeń stwarzanych przez nieśmiałego chłopaka w pomarańczowych włosach i pomalowanych ponoć paznokciach. Obraz problemów jest tylko w ich postsovieckich łbach, no chyba że liczyły na romans z młodym studentem i wtedy jego orientacja ma dla nich realne znaczenie.
UsuńNajdziwniejsze jest to, że Irlandczycy zupełnie się nie wtrącają w to, jak ktoś wygląda, czy maluje włosy, paznokcie i z kim śpi, przynajmniej dopóki nie śmierdzi, nie chodzi z fajfusem na wierzchu i nie uprawia seksu na ulicy, bądź w otwartym oknie, a przyjechały panie z Bździnowa Podwileńskiego i przez kilkanaście lat pobytu nie zdążyły zauważyć, że mieszkają w Irlandii, bo Bździnowo przywiozły ze sobą w obszernej przestrzeni między uszami.
No dobrze, ale to wszystko to tylko didaskalia, ciekawe, ale dla problemu i mojego zainteresowania nieistotne. Bo jeśli chłopak zostanie bez mieszkania to będzie miał problem. I ciekawiło mnie jedynie wasze podejście, stosunek emocjonalny do sprawy w oderwaniu od absurdalnego powodu wypowiedzenia wywołanego fatycznie "problemem".
Usuń